*oczami Nialla*
Westchnąłem, gdy Dominica opadła na materac i ze zrezygnowaniem wtuliła głowę w poduszkę.
- Nie przejmuj się, kochanie. Następnym razem nam się uda, zobaczysz.
Już od dłuższego czasu staraliśmy się z Dominicą o dziecko. Około tygodnia temu dziewczyna oznajmiła, że już ponad dwa tygodnie nie ma okresu. Właśnie dzisiaj minął trzeci, więc postanowiła już któryś raz zrobić test ciążowy. Po jej reakcji domyśliłem się, że wynik wyszedł negatywny.
- Przy pierwszym miałam nadzieję, że to zwyczajna pomyłka, ale zrobiłam jeszcze dwa i na nich też było po jednej kresce.
- Ale dwie po jednej kresce, to w sumie dwie kreski, więc kto wie. - Dodałem jeszcze głupią minę i miałem nadzieję, że ją tym rozbawię, ale tak się nie stało. Popatrzyła na mnie z oburzeniem, a potem przewróciła oczami.
- Widzę, że niezwykle cię to bawi. Mnie wręcz przeciwnie. Tak bardzo zazdroszczę naszym przyjaciołom, którzy mogą mieć swoje słodkie maleństwa. - Po jej zaróżowionych policzkach zaczęły spływać pojedyncze kropelki słonej substancji. - Chciałabym, być tak szczęśliwa jak oni.
- A ja jestem. Wiesz dlaczego? - Zaprzeczyła ruchem głowy.
- Co mam ciebie, a ty jesteś moim największym szczęściem. - Uśmiechnęła się przez łzy i wtuliła w moją klatkę piersiową, a ja zacząłem delikatnie jeździć dłonią po jej plecach.
*oczami Claire*
Stałam właśnie przy blacie kuchennym i kroiłam warzywa na obiad, kiedy poczułam dwie duże dłonie, znajdujące się na moich biodrach. Moje policzki oblały się czerwienią, bo jeszcze chwilę temu kręciłam biodrami na wszystkie strony, nucąc pod nosem ,,Radioactive'' Imagine Dragons. Spojrzałam na niego zażenowana, a on tylko uśmiechnął się promieniście.
- Twój talent muzyczny wprawia mnie w kompleksy, kochanie. - Delikatnie uderzyłam go w tors, udając rozgniewanie.
- Bardzo jesteś zabawny, naprawdę.
- No już, przepraszam. Nie zamierzałem cię przecież zranić.
- Ale to zrobiłeś. - Pociągnęłam teatralnie nosem, a następnie przejechałam po nim rękawem swojej bluzy. Nagle w jego zielonych tęczówkach pojawiły się radosne iskierki.
- Chyba wiem, jak mógłbym ci to zrekompensować. - Delikatnie musnął swoimi ustami moja dolną wargę. Chwilę później nasz pocałunek przerodził się w bardziej namiętny, a dłonie Harry'ego wsunęły się pod materiał mojej bluzy i zaczęły sunąć w górę mojego nagiego brzucha, aż dotarły do czarnego, koronkowego biustonosza. Poczułam, jak mąż ściska delikatnie moją pierś i z rozkoszą odrzuciłam głowę do tyłu. Niespodziewanie, parę metrów przed nami, usłyszałam cieniutki, dziecięcy głosik Anne. Odsunęłam się szybko od Stylesa i pociągnęłam bluzę w dół.
- O co chodzi, córeczko? - spytałam, przejeżdżając językiem po opuchniętych wargach.
- Przyszłam wam powiedzieć, że John się już obudził. Tatusiu, dlaczego rozbierałeś mamusię?
- Nie rozbierałem, tak ci się tylko wydawało. - Zakłopotany Harry przejechał ręką po swoich poburzonych lokach, a następnie chrząknął. No cóż... To był pierwszy raz, gdy nasze dziecko przyłapało nas na obściskiwaniu się, choć rzeczywiście domyśliłam się, że na pewno nie ostatni. Dziewczynka wzruszyła tylko ramionami i wróciła do pokoju. Rozbawiona puściłam Harry'emu oczko i udałam się w stronę łóżeczka naszego synka.
*oczami Harry'ego*
Kiedy Claire wyszła z kuchni, cicho prychnąłem, uświadamiając sobie, że w gruncie rzeczy ta sytuacja była nawet całkiem zabawna. Ciekawość dzieci potrafi być niezręczna. Przekonaliśmy się o tym podczas ubiegłego lata.
Leżeliśmy na leżakach przed domem i rozkoszowaliśmy się prażącym słońcem. Claire pierwszy raz od dłuższego czasu odważyła się przebrać w strój kąpielowy. Anne biegała po podwórku w swoim jednoczęściowym różowym stroju z falbankami. Nagle podeszła do nas i przejechała swoją małą rączką po bliźnie Claire. Widziałem, jak moja żona się wzdrygnęła.
- Mamusiu, dlaczego masz takie brzydkie ranki?
- Powiem ci, jak będziesz duża, kochanie.
Claire długo nie pokazywała, że w jakikolwiek sposób ją to ruszyło, ale w nocy, kiedy myślała, że już zasnąłem, usłyszałem jej cichy szloch. Odwróciłem się do niej twarzą i pozwoliłem jej się wtulić w moje ciało. Jeszcze długo gładziłem ją po włosach. Widocznie wspomnienia za bardzo ją przytłoczyły. Znów byłem na siebie zły, ponieważ wiedziałem, że wszystkie straszne rzeczy, które przydarzyły się mojej ukochanej, były skutkiem mojej mrocznej przeszłości.
*oczami Nialla*
Dominica poszła się wykąpać, a ja leżałem, wpatrując się w sufit oraz myśląc o wszystkim i o niczym. Nagle usłyszałem dźwięk SMS-a. Okazało się, że to moja dziewczyna dostała wiadomość, nie ja. Jeszcze przez jakiś czas leżałem w takiej pozycji, ale w końcu ciekawość wzięła nade mną górę. Niepewnie sięgnąłem po komórkę. Zamarłem, po odczytaniu wiadomości.
,,Było świetnie, kochanie. Kiedy to powtórzymy?''
- Kochanie, po co ci mój telefon?
- Wolałbym się w tym momencie dowiedzieć, z kim tak świetnie się bawiłaś.
- Słucham? - Zmarszczyła brwi, wyrywając mi swoją własność z dłoni. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, kiedy odczytała wiadomość.
- Kotku, tutaj chodzi o urodziny mojego brata.
- Co? - Nic z tego nie byłem w stanie zrozumieć.
- Wspólnie z przyjacielem organizowałam przyjęcie urodzinowe dla mojego brata.
- A możesz mi powiedzieć, z łaski swojej, dlaczego twój przyjaciel mówi do ciebie ,,kochanie''?
- Jesteś zazdrosny? - spytała, kładąc się koło mnie na miękkim materacu. Po chwili jej delikatnie palce wylądowały na moim policzku. Prychnąłem tylko lekceważąco. Oczywiście, że nie byłem zazdrosny. - Nie musisz być. Znamy się z Isaaciem od dziecka.
- I to usprawiedliwia sposób, w jaki cię nazywa?
- Nie, ale to, że jest gejem już raczej tak.
Byłem w takim szoku, że aż mi szczęka opadła. Wyszczerzona przywarła ustami od moich. Zacząłem oddawać jej pocałunki, ale z mojej głowy wciąż nie zniknęły obawy.
Witam :) Dodałam rozdział, bo pierwszy raz od początku tego roku szkolnego miałam na to czas :D Następny najpewniej pojawi się podczas przerwy świątecznej, bo jestem naprawdę bardzo zawalona nauką :( Do następnego :*
środa, 9 listopada 2016
niedziela, 11 września 2016
Info
Z racji tego, że jestem ostatnio bardzo zajęta nowy rozdział pojawi się najpewniej dopiero w przyszłym tygodniu, o ile nie później :( Bardzo Was za to przepraszam, ale mam na popołudnia do szkoły i wygląda to tak, że o 12 zaczynają mi się lekcje, kończą się około 18, później idę spać, następnego dnia budzę się wcześnie i się uczę. Tak w kółko, aż do weekendu :c Mam nadzieję, że to zrozumiecie:/ Kocham Was :*
niedziela, 28 sierpnia 2016
Rozdział 4
Rwałam ogromne liście sałaty, przygotowując sałatkę na rodzinny obiad. W ten dzień mieliśmy zjeść w towarzystwie moich rodziców i mamy Harry'ego.
Spotykaliśmy się mniej więcej co weekend. Wiadomo, że jeśli coś nam wypadało to rodzinne spotkania odpadały, ale staraliśmy się utrzymywać dobre relacje. Jak nietrudno zapamiętać na początku było z tym ciężko, bo rodzice nie przepadali za Harrym. Jego mama natomiast od początku mnie lubiła i była wobec mnie bardzo serdeczna. Moja mama po pewnym czasie postanowiła dać mu szansę, ale tacie dużo dłużej zajęło zaakceptowanie zięcia. Właściwie jeszcze w trakcie naszego wesela trzymał się z daleka od Harry'ego. Choć nie ukrywałam swojego zirytowania tym faktem, starałam się za bardzo nie przejmować, by nie zepsuć swojego nastroju w tym jakże ważnym dniu z powodu takiej błahostki. Na szczęście niedawno postanowił odrzucić swoje uprzedzenia. Miesiąc temu spędzili ze sobą sporo czasu, rozmawiając na temat motoryzacji i innych męskich spraw, podczas gdy damska część rodziny rozprawiała o kolorze paznokci modnym w tym sezonie.
Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc poprosiłam Harry'ego, żeby je otworzył. Odwróciłam się na moment i dostrzegłam uśmiechniętą twarz mojej teściowej. Oczywiście nie minęła minuta, a podleciała do niej nasza córka i wtuliła się w jej długą spódnicę.
- Cześć, moja mała księżniczko. Co tam u ciebie?
- Mamusia kupiła mi nową sukienkę. - Okręciła się wokół własnej osi, prezentując w pełni swoją białą rozkloszowaną sukienkę w kolorowe kwiaty. Wyglądała w niej niezwykle uroczo. Uroku dodawały jej też dwa warkoczyki, które w tej chwili latały na wszystkie strony.
- Jest piękna, kochanie - powiedziała, uśmiechając się przy tym promiennie. Wokół jej ust pomalowanych różową szminką pojawiły się delikatne zmarszczki. Chyba w życiu nie widziałam tak wesołej kobiety. Wszędzie, gdziekolwiek by nie poszła, zarażała ludzi swoim entuzjazmem. - Pomóc ci w czymś, Lairi?
Często zwracała się do mnie w ten sposób, używając ulubionego określenia jej syna. Harry mówił tak do mnie prawie cały czas. Zwracał się do mnie pełnym imieniem tylko wtedy, gdy musieliśmy poważnie porozmawiać bądź miał zły humor.
- Nie, dziękuje. Myślę, że zrobiłam już wszystko, co było potrzebne. - Przez długi czas starałam się przełamać i zacząć mówić do niej mamo, ale nie potrafiłam tego zrobić, choć kobieta już parę razy mnie do tego przekonywała.
Ten dzień przebiegał bardzo spokojnie, no może pomijając fakt, że Anne nie mogła usiedzieć na miejscu, a John wybuchał płaczem za każdym razem, gdy trzymająca go osoba usiłowała zająć miejsce siedzące. Nasi goście zebrali się około godziny 22. Harry pojechał odwieźć swoja mamę do domu, chociaż przekonanie jej do tego, zajęło mu sporo czasu. Na początku zaproponowaliśmy jej nocleg, ale odmówiła. Przekonała nas argumentem, że potrzebuje spędzić czas w samotności. Z tego co mi się wydaje to i tak przez większość czasu siedziała sama w czterech ścianach, skazana na tylko i wyłącznie swoje towarzystwo.
John spał już jak aniołek, ale Anne wciąż nie mogła zasnąć, więc postanowiłam poczytać jej na dobranoc. Usypiałam ja około pół godziny, aż w końcu odpłynęła w krainę snów. Postanowiłam się wykąpać i sama zasnąć. Udałam się więc do łazienki, by wziąć ciepły prysznic i się zrelaksować.
Po godzinnej kąpieli wyszłam spod prysznica i wysmarowałam swoje ciało balsamem, aby było idealnie gładkie. Kosmetyk ten pachniał naprawdę cudownie i Harry podzielał moje zdanie w tej kwestii. Kiedyś stwierdził, że po wysmarowaniu się tym specyfikiem pachnę jak ,, najsłodszy kwiat''. Tak, mojego męża zdecydowanie można zaliczyć do grupy romantycznych mężczyzn i z cała pewnością mi to odpowiada. Odwróciłam się w stronę lustra, chcąc odpowiednio zająć się moimi brązowymi falami. Jednak widok, który zastałam, przeraził mnie. Z racji tego, że w łazience było gorąco, na szybie osiadła para wodna. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że na szklanej powłoce w parze była napisana wiadomość. Najprawdopodobniej została ona wykonana palcem na zaparowanej szybie. ,,Obserwuję Was. Zawsze i wszędzie - A.R''.
Bardzo przepraszam Was za to, że rozdział pojawia się trochę później niż powinien :( Wiem, że jest on krótki i raczej nie zbyt ciekawy, ale mam nadzieję, że jakoś mi to wybaczycie :3 Kocham Was :*
sobota, 13 sierpnia 2016
Rozdział 3
Leniwie przewracałam się z jednej strony na drugą, starając się odnaleźć wygodną pozycję. W końcu położyłam się na lewym boku, plecami do Harry'ego. Uniosłam delikatnie kąciki swoich ust, kiedy poczułam jak kładzie dłoń na mojej talii, przybliżając moje ciało do swojego. Chciałam spać dalej, ale uniemożliwiły mi to usta bruneta, składające soczyste pocałunki na moim karku. Odwróciłam się w pełni zadowolona z tych pieszczot, by ujrzeć uroczą twarz mojego męża, jednak po odwróceniu się na drugi bok, zastygłam w bezruchu. Obok mnie wcale nie znajdował się Harry. To nie on składał pocałunki na moim ciele i nie na jego twarzy skupiały się teraz moje oczy. Czułam obrzydzenie, widząc te zabójcze oczy i, wyobrażając sobie, że to ten obleśny mężczyzna mnie obcałowywał. Z całych sił starałam się odepchnąć go od siebie, błagając, by przestał.
*oczami Harry'ego*
Patrzyłem z niepokojem na moją piękną żonę, której ciało miotało się teraz na wszystkie strony. Jej pełne, różowe usta były lekko rozwarte, kiedy cichutko jęczała.
- Nie, proszę Aaron, nie - mruczała pod nosem, a po jej policzku spłynęła samotna łza.
Szlag mnie trafiał za każdym razem, gdy te słowa powtórnie wymykały się z jej ust. Zacisnąłem z całych sił szczękę, prawie krusząc przy tym własne zęby. Odkąd usłyszeliśmy te cholerne wiadomości o ucieczce Aarona z psychiatryka, Claire ciągle miała koszmary z tym bydlakiem w roli głównej. Żyła w ciągłym strachu, nie mogła spać ani jeść, a kiedy już zasypiała, nie miewała dobrych snów. W mojej głowie już tworzył się obraz, jak zgniatam ten okropny ryj na kwaśne jabłko. W tym momencie na nic innego nie miałem takiej ochoty. Kierowała mną tylko i wyłącznie chęć mordu oraz zemsty. Nie pozwolę, aby ten człowiek - o ile w ogóle można go tak nazwać, bo w moim mniemaniu bardziej pasuje do niego określenie ,,potwór'' - zniszczył to co jest dla mnie najcenniejsze. Moją rodzinę.
*oczami Aarona*
Siedziałem wygodnie rozłożony na kremowej kanapie, równocześnie gładząc jedwabiście gładkie, blond włosy mojej piękności.
Pewnie zastanawia was fakt, jak udało mi się wydostać z mojego prywatnego ,,więzienia''. Otóż to wcale nie było tak trudne, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. No w każdym razie, przejdźmy do rzeczy. Przy niewielkiej pomocy faceta znajdującego się ze mną w jednym pokoju, udało mi się zwiać. Po tym jak miał ułatwić mi wydostanie się z tamtego miejsca, ja miałem mu się odwdzięczyć tym, że miał je opuścić razem ze mną. Jednakże to nie wypaliło, bo kiedy dyskretnie po niego wróciłem, już nie żył. Popełnił samobójstwo. Dlaczego to zrobił, choć chwilę później miał wrócić na wolność? Nie mam pojęcia, ale pewnie dlatego, że był świrem. Zresztą, wszyscy tam nimi byli. Nie rozumiałem, jak można było zrobić coś tak okrutnego, jak wsadzenie tam takiego człowieka jak ja. Pewnie teraz każdy z was myśli sobie, że to ja jestem najgorszą osobą, jaka tylko istnieje, ale gwarantuje wam, że się mylicie. Ja mam swoje powody, które nakazują mi postąpić tak, a nie inaczej. Po raz kolejny wróciłem pamięcią do czasów, gdy wszystko było inne.
Mały chłopiec przechadzał się szkolnym korytarzem, mając świadomość, że znów czeka go to samo co zawsze. Wyzwiska i wyśmiewanie się z jego osoby nie miały końca. Rówieśnicy znęcali się nad nim i sprawiało im to ogromną przyjemność. Dziecko mające piętnaście kilogramów za dużo, było idealnym obiektem do drwin. Koledzy popychali go i przezywali ile się tylko dało. Najpopularniejszym jego przezwiskiem było ,,Buła'', bo potrafił wsunąć kolosalną liczbę tego właśnie pieczywa. Był bardzo wrażliwy, więc to jak go traktowano przez wszystkie lata młodzieńcze, prawie doprowadziło go do ostateczności. Dał jednak radę się z tego wyplątać. Zaczął ćwiczyć całymi dniami i wprowadził restrykcyjną dietę, której skrupulatnie przestrzegał. Ludzie w okół przestali go wyśmiewać, a dziewczęta zaczęły się za nim oglądać Udowodnił, że wszystko można. Wystarczy tylko chcieć.
Uśmiechnąłem się z satysfakcją, kiedy poczułem jak drobne dłonie mojej królowej podnoszą moją koszulkę i wślizgują się pod nią. Jej palce leniwie przebiegały po moim idealnie wyrzeźbionym brzuchu. Już nikt nigdy więcej nie odważy się powiedzieć o mnie, że jestem tłuściochem. Ludzie zaczęli się mnie bać i okazywać mi należyty szacunek. Nie powiem, spasowało mi to. Chyba po tym wszystkim przez co przeszedłem, zasługuję na to co najlepsze, nieprawdaż?
Przejdźmy do ostatniej kwestii. Myślę, że ona nurtuje was najbardziej. Czy ktoś taki jak ja jest w ogóle zdolny do miłości? Owszem, i nie uważam, by było w tym coś nadzwyczajnego.
Moją pierwszą niezaprzeczalnie najpiękniejszą miłość spieprzył mój były najlepszy przyjaciel i towarzysz w biznesie, Styles.
Potem w ramach zemsty postanowiłem zniszczyć jego psychikę, poprzez skrzywdzenie Claire. Umyślnie zrobiłem jej dziecko, ale niestety po pewnym czasie coś do niej poczułem. Myślałem, że to prawdziwa miłość i znów nie zaistniała przez tego debila. Jakby nie patrzeć, tylko dzięki myśleniu o niej, nie zabiłem się w tym wariatkowie. Okazało się jednak, że to było zwykłe, tymczasowe zauroczenie.
Dopiero potem poznałem kobietę, która naprawdę stała się sensem mojego życia. Była równie zagubiona w tym nędznym świecie, równie mocno krzywdzona w nie tak dalekiej przeszłości i równie żądna zemsty na tych wszystkich oszustach, którzy ją skrzywdzili. Właśnie w tym momencie obcałowywała każdy skrawek mojego ciała. Tak, byliśmy jednością. Jedną duszą w dwóch ciałach.
Postanowiłam sprezentować Wam trochę tego, jak to wszystko wygląda z perspektywy Aarona :) Wiem, że rozdział jest trochę krótki, ale nie chciałam go sztucznie przeciągać xd Następny zapewne pojawi się w przyszłym tygodniu :D
Kocham Was <3
piątek, 5 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 2
W notce pod rozdziałem jest parę istotnych spraw. Proszę o przeczytanie jej :)
Poszłam do pokoju dzieci, żeby sprawdzić czy Perrie sobie z nimi poradziła. Kiedy weszłam do środka Anne i John spali jak aniołki, a Perrie właśnie wychodziła z pokoju.
- Chodź do salonu - powiedziałam bezgłośnie, a ona bez słowa ruszyła za mną na dół. Po przekroczeniu progu pomieszczenia, blondynka uśmiechnęła się szeroko i popatrzyła z figlarnym błyskiem w oku na swojego męża.
- Zayn już opowiadał ci o swojej przygodzie? Prawie się popłakał, kiedy twój uroczy malec puścił pawia na jego koszulkę. Teraz będzie chodził po nocy z gołą klatą - nawijała jak szalona, a na koniec mrugnęła do Zayna.
- Pożyczę mu jakiś T-shirt - oznajmił Harry bez emocji. Dopiero wtedy do Perrie dotarło, że wszyscy z wyjątkiem jej osoby są w koszmarnym nastroju.
- Co się dzieje? - zapytała, marszcząc brwi.
- Lepiej usiądź - odparł Harry, patrząc znacząco na fotel. Perrie wykonała jego polecenie i wygodnie usiadła, patrząc na naszą trójkę wyczekująco.
- Claire parę minut temu dostała SMS-a z pogróżkami. Ten ktoś podpisał się A.R. Myślimy, że prawie na pewno jest to Aaron.
- Ale jak to jest niby możliwe? Przecież on siedzi w szpitalu psychiatrycznym.
- Wygląda na to, że uciekł stamtąd.
- Ale jak? Z tego co mi wiadomo w psychiatryku jest bardzo zaawansowana ochrona.
- To Aaron. On na pewno nie miał problemu, żeby znaleźć jakiś sposób na ucieczkę. Jest zdolny do wszystkiego, a my świetnie o tym wiemy. Musimy powiadomić resztę i mieć się na baczności. Nasze rodziny są w niebezpieczeństwie.
Zayn i Perrie zostali u nas na noc. Postanowiliśmy, że zorganizujemy grilla, na którym omówimy plan działania. Tak też zrobiliśmy. Parę godzin później wszyscy spędzaliśmy czas w ogródku Liama i Danielle. Podczas gdy my siedzieliśmy przy dużym białym stoliku i pilnowaliśmy kiełbasek, nasze dzieci bawiły się na placu zabaw, który Liam przygotował specjalnie dla swojej córeczki, Mii. John grzecznie spał w nosidełku.
- Co myślicie o ochroniarzach? - mruknął Louis, bawiąc się jednym z loków swojej narzeczonej.
- Sam nie wiem, czy to taki dobry pomysł. Z jednej strony potrzebujemy ochrony, ale z drugiej nie sądzicie, że będzie się to rzucać w oczy?
- To może niech z nami zamieszkają. - Dominica rzuciła pomysłem, a Perrie zgromiła ją spojrzeniem.
- Ostatnio, kiedy tak postanowiliśmy, ochroniarz, który miał mnie pilnować pod nieobecność Zayna, podglądał mnie pod prysznicem. - Westchnęła z obrzydzeniem. Blondynka ani trochę nie przesadzała. Ta sytuacja miała miejsce całkiem niedawno i wcale nie dziwie się Perrie, że była zbulwersowana. Zresztą, nie tylko ona. Kiedy Zayn dowiedział się o tym, wyrzucił tego mężczyznę z domu na zbity pysk.
- Sam nie wiem co byłoby dla nas najlepsze w tej sytuacji. - Oczy Nialla skierowały się gdzieś w przestrzeń.
- Możemy zmienić temat chociaż na chwilę? Błagam was. - Dominica zrobiła dziwny grymas i wstała, żeby zdjąć mięso z grilla.
- Niall, co ci się tak oczy zaświeciły? To zasługa twojej dziewczyny czy żarełka? - Rzucił Louis, przez co wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Oczywiście, że chodzi o jedzenie - prychnął Niall. - Jeśli chodzi o Dominicę to oczy świecą mi się na jej widok tylko wtedy, kiedy jest bez ciuchów.
- A więc to tak?
- Wcale nie, po prostu źle to ująłem. Chodziło mi o to, że zawsze pięknie wyglądasz, ale szczególnie wtedy gdy nic na sobie nie masz.
- Tak, to co twoim zdaniem jest we mnie najpiękniejsze?
- Uśmiech, zdecydowanie. - Niall zrobił tak głupkowatą minę, że nie obeszło się bez śmiechów.
- Skoro tak się ze mnie nabijacie to może sami powiecie co wam się najbardziej podoba w Perrie, Claire, Danielle i Eleanor.
- Włosy - odpowiedział Louis.
- Oczy - stwierdził Liam, uśmiechając się szeroko w stronę Danielle.
- Mnie tam się najbardziej podoba charakter mojej Perrie. - Malik uśmiechnął się dumny z siebie. Popatrzyłam wyczekująco na Harry'ego, który miał właśnie odpowiedzieć co jemu najbardziej podoba się we mnie.
- Tyłek - odparł bez wahania, wzruszając ramionami. Gdyby spojrzenie mogło zabijać już leżałby martwy. Jak on w ogóle mógł coś takiego palnąć przy reszcie. Poczułam jak czerwienie się z zażenowania.
- Jesteś okropny - bąknęłam, spuszczając wzrok na swoje dłonie. Co za kompromitacja.
- No co? Przynajmniej jako jedyny nie owijałem w bawełnę.
- Dobra, dosyć tego gadania. Chcę jeść. - Niall rzucił się na jedzenie niczym drapieżne zwierzę na swoja ofiarę.
- Halo, zostaw też coś dla nas. - Louis zgonił Eleanor ze swych kolan i pognał w stronę grilla. Liam, Harry i Zayn poszli w ich ślady, a my z dziewczynami posłałyśmy sobie porozumiewawcze spojrzenie.
- Typowi faceci - prychnęła Dominica, a my się z tym zgodziłyśmy.
- Dziewczynki, chodźcie na kiełbaskę, zanim wujek Niall nam wszystko zje. - Ruszyłam do zjeżdżalni, na której przebywały Mia i Anne, ale nagle zamarłam, czując na sobie czyiś wzrok z prawej strony. Jednak kiedy się odwróciłam, zobaczyłam tylko krzaki. Trzy minuty później wszyscy zajadaliśmy się przy stoliku, pogrążeni w rozmowach. Nagle usłyszałam kobiecy chichot, dochodzący z tych samych krzaków, z których przed chwila ktoś najprawdopodobniej mnie obserwował.
- Czy ktoś jeszcze to słyszał? - spytałam niepewnie.
- Słyszał co? - bąknął Niall, choć jego usta wciąż były pełne. Przez swoje bardzo dojrzałe zachowanie, udławił się. Napił się nieco wody ze swojej szklanki, ale nie do końca mu to pomogło. Harry wstał ze swojego miejsca i z całej siły trzepnął go w plecy. Horan w końcu przestał kaszleć, ale zrobił zbolałą minę, patrząc z wyrzutem na mojego męża.
- Stary, pogrzało cię? Walnąłeś mnie z taką siłą, że o mały włos, a złamałbyś mi kręgosłup.
Harry tylko szeroko się uśmiechnął i wzruszył ramionami. - Mogłeś patrzeć z czego żyjesz. Mama cię nie uczyła, że nie mówi się z pełną buzią?
Niall tak się obruszył, że prawie spadł z krzesła. Dziewczynki natomiast wybuchły tak gromkim śmiechem, że aż chwyciły się za brzuchy. Obie uwielbiały ,,wujka Nialla'', bo był ich główną atrakcją, czyli klaunem. Oczywiście, wspólnie z Louisem, bo jakżeby inaczej.
- Co z ciebie za niepoprawny człowieczek? - Louis zachichotał jak mały chłopiec. - Nie dość, że żyjesz na kocią łapę to jeszcze mówisz z pełnymi ustami.
- Tatusiu, a co to znaczy kocia łapa? - Anne spojrzała pytająco na Harry'ego, a ja zaśmiałam się pod nosem.
- Kiedyś się dowiesz, kotku. - Harry zanurzył dłoń w swojej czuprynce, przeczesując ją, gdy udzielał odpowiedzi naszej córce. Kurcze, miałam taką ochotę zrobić to za niego. Nagle w mojej głowie znów zabrzmiał ten przerażający śmiech. Był taki wysoki i obcy. Aż przeszły mnie ciarki. Jednakże wszystko wskazywało na to, że tylko ja go usłyszałam. Może to moja wyobraźnia płata mi figle.
- Apropo życia na kocią łapę... - wtrąciła dziewczyna Nialla, wyrywając mnie tym samym z transu, w którym byłam. - Kiedy zamierzasz mi się oświadczyć?
- Jak po powrocie do domu kupisz mi pizzę na podwójnym cieście z podwójnym serem, to pomyślimy.
Kiedy jakiś czas później zrobiło się chłodniej, więc wszyscy weszliśmy do środka. Usadowiliśmy się na ogromnej sofie u Paynów, podczas gdy dziewczynki siedziały na dywanie, bawiąc się lalkami. Choć był między nimi rok różnicy, bardzo się lubiły. W tle leciał telewizor, na który nikt nie zwracał uwagi. Aż do pewnego momentu. Z ciekawości zerknęłam na wiadomości. Kiedy zobaczyłam napisy na pasku pod spodem, prawie dostałam zawału. ,,Groźny mężczyzna zbiegł ze szpitala psychiatrycznego. Policja jest w trakcie poszukiwań''.
- Cicho - syknęłam, pogłaśniając TV.
- Aaron Rosen to niebezpieczny mężczyzna, który dokonał wielu zbrodni - mówiła ładna blondynka po trzydziestce. - Były członek gangu został uznany za niepoczytalnego i trafił do psychiatryka. Dwa dni temu odkryto, że Rosen uciekł. Ochrona szpitala zarzeka, że obserwowali budynek z każdej strony. Nikt nie wie jakim cudem udało mu się zbiec. Jednak wszystko wskazuje na to, że miał pomocnika. Teraz policja przeszukuje każdy, nawet najmniejszy kąt Londynu w poszukiwaniu Rosena. Tym razem mężczyzna na pewno trafi do więzienia i nie będzie miał możliwości, by uciec po raz drugi. Przejdźmy do następnej sprawy... - Wyłączyłam telewizor i spojrzałam na resztę. Na twarzach wszystkich malowało się to samo. Przerażenie.
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał :)
1. Jestem zaszczycona liczbą wyświetleń na tym blogu, jest ogromna *.* Jednak martwi mnie fakt, że pod poprzednim rozdziałem nie było ani jednego koma :( Nie ukrywam, że komentarze bardzo mnie motywują i byłabym wdzięczna, gdyby pod rozdziałami pojawiał się przynajmniej 1, bo w poprzednich częściach było naprawdę dobrze w tej kwestii :)
2. Dla tych, którzy mają problem, żeby się połapać xD
a) Dwie pary mają dzieci. Są to Harry i Claire oraz Liam i Danielle.
b) Małżeństwem są Perrie i Zayn oraz dwie pary powyżej.
c) Co jest z pozostałymi dwiema parami jest oczywiście wytłumaczone w rozdziale :D
3. Dla tych, którzy są ciekawi postaci Aarona, dodałam go już do bohaterów :3
4. Postanowiłam zrobić coś takiego jak pytania do bohaterów . Pytania można kierować do: Claire, Harry'ego, Perrie, Zayna, Nialla, Dominici, Louisa, Eleanor, Liama, Danielle, Aarona oraz do autorki :P Pytania zadawajcie w komach poniżej.
No, dziękuję za uwagę i kocham Was xoxoxox
środa, 27 lipca 2016
Rozdział 1
*oczami osoby trzeciej*
Dlaczego zawsze, kiedy w życiu zaczyna się układać i wydaje nam się, że w końcu wyszliśmy na prostą, coś złego musi powrócić ze zdwojoną siłą? Może to fakt, że cząstka zła zawsze nam towarzyszy. Czasami jednak skrywa się ona tak dokładnie, że nie można jej od razu dostrzec.
*oczami Claire*
Siedziałam na tarasie, trzymając w ramionach maleńkiego Johna, podczas gdy Anne czepiała się szyi Harry'ego. Mój mąż porwał w ramiona naszą córeczkę i zaczął jej robić samolocik. Sekundę później znaleźli się koło nas.
- I tak uważam, że nasz syn powinien mieć na imię Joseph, a nie John.
- Ale na szczęście zostało inaczej. Mówiłam, że nasze dzieci będą mieć imiona po dziadkach i zostało na moim.
- Jak zawsze. Czy ty musisz być taka uparta?
- Owszem, przecież widziałeś przed ślubem co brałeś.
- Tatusiu, tatusiu! - krzyczała Anne, przytulając się do nogi Harry'ego.
- Tak, skarbie? - Posłał jej szeroki uśmiech.
- Ja chcę do zoo i na lody. - Mina czterolatki była tak stanowcza, że oboje z mężem zaczęliśmy się śmiać.
- Jak będziesz grzeczna to pomyślimy.
- Ale ja przecież zawsze jestem grzeczna. Jak aniołek.
- No jasne, młoda damo. Ostatnio też tak mówiłaś, a później musieliśmy odkupywać szklaną komodę wraz z całą jej zawartością. Na pewno nigdy więcej nie dostaniesz piłki do ręki, będąc w domu.
- Ale dlaczego? - Spojrzała rozczarowana na Loczka, który właśnie przeczesał palcami swoją czuprynę.
- Bo następne będzie okna, a pieniądze nie rosną u nas w ogródku na drzewie. Chciał to zapewne ująć inaczej, ale ostatnim razem, gdy powiedział, że nie sra pieniędzmi, posłałam mu tak przerażające spojrzenie, że już nigdy nie odważył się tak tego ująć przy dzieciach.
- No dobra, dość o pieniądzach. Chodźmy do tego zoo.
- Nie wkładaj tam ręki! Chcesz, żeby ci ją lew odgryzł? - syknął Harry, ciągnąc z całej siły za rękę córeczki. Fakt faktem, lew smacznie chrapał, leżąc na kamieniu, ale świetnie rozumiałam przezorność męża.
- Chciałam pogłaskać jego grzywę. - Posłała w naszą stronę zbulwersowane spojrzenie. W kogo ona się wdała? No dobra, przyznaję, że czasami zarówno Harry jak i ja zachowujemy się jak kompletni szaleńcy.
- Jeśli rzeczywiście ten lew stałby koło nas, a ty byś go dotknęła, następnym razem nie miałabyś go czym głaskać.
- Kochanie, może trochę delikatniej? - Zgromiłam go spojrzeniem i wzięłam Anne na ręce. Uśmiechnęłam się do niej serdecznie. - Widzisz skarbie, zwierzęta w zoo są bardzo niebezpieczne, dlatego pod żadnym pozorem nie wolno ci ich dotykać.
- Dobrze. - Pokiwała główką i uśmiechnęła się szeroko. - To teraz chodźmy do żyraf.
- Nie, idziemy do fok - oburzył się zielonooki, a ja popatrzyłam na niego z ironią wypisaną na twarzy.
- Styles, bądź poważny. Żyrafy są obok, a foki dużo dalej. - Nagle John zaczął się uroczo śmiać, jakby wszystko idealnie rozumiał. Harry popatrzył na chłopca, który znajdował się u niego na rękach i posłał mu spojrzenie pełne miłości.
- Kto by pomyślał, że nasz starszy skarbek też był kiedyś taki grzeczny.
- Teraz też jestem - oburzyła się Anne.
- Tak, tak.
- Harry, półroczne dziecko nie umie chodzić ani mówić i dlatego wydaje ci się takie grzeczne.
- Nonsens, ma to w genach i tyle. Jego tatuś jest idealny, więc i on taki będzie.
- Żeby tylko nie odziedziczył po tobie skromności. - Przewróciłam oczami i udaliśmy się do naszej córeczki, która już zachwycała się żyrafami.
- Mamusiu, ta żyrafa ma prawie tak długie nogi jak tatuś. - Myślałam, że mówi o jakiejś młodej żyrafie, ale kiedy skierowałam swój wzrok na tą, o której wspomniała, wybuchłam gromkim śmiechem. Była jakieś 4 razy większa od Harry'ego.
Nasze zwiedzanie zoo trwało jeszcze dosyć długo i oczywiście z ust Harry'ego padło jeszcze wiele ,,inteligentnych'' wypowiedzi. Po powrocie do domu byłam tak zmęczona, że na nic nie miałam ochoty, ale kiedy Harry zaproponował mi, żebyśmy gdzieś wyszli i odpoczęli na chwilę od dzieci, zgodziłam się od razu. Potrzebowałam zrelaksować się chociaż przez chwilę. Obdzwoniliśmy wszystkich znajomych, którzy byli wolni, czyli każdą parę z wyjątkiem Liama i Danielle, bo oni musieli się zajmować swoim szkrabem. Okazało się, że Zayn i Perrie znaleźli dla nas czas. Kiedy zapytałam czy mogliby zająć się dziś wieczór naszą dwójeczką, Perrie stwierdziła, że uwielbia dzieci i będą u nas za godzinę, żeby wziąć je pod swoje skrzydła. Wzięłam się do roboty, bo dla mnie godzina to jak 5 minut dla przeciętnego człowieka. Kiedy wyglądałam już tak dobrze jak tylko pozwoliły mi na to moje możliwości, zeszłam do salonu, gdzie siedział Harry, trzymając Johna na kolanach, podczas gdy Anne siedziała grzecznie, rysując laurkę. Moment... Po pierwsze siedziała cichutko i spokojnie, a po drugie rysowała, a to robi tylko gdy coś przeskrobie.
- No dobra, co tym razem?
- Wylała porzeczkowy sok na twój ulubiony biały mini dywanik.
- No a wrzuciłeś go do prania?
- Nie, przecież porzeczkowego soku się nie dopierze.
- To gdzie go dałeś?
- Wyrzuciłem do kosza.
- Gdzie?! - krzyknęłam na pół domu. Aż dziw bierze, że dzieci nie dostały zawału. Choć oczywiście Harry ze strachu podskoczył na sofie, co wywołało płacz u Johna. Nasz mały książę nie cierpi takich gwałtownych ruchów. Nagle w salonie rozległ się potworny wrzask Anne. Przerażona podbiegłam do niej, pytając co się stało.
- Wyjechałam za linie - oznajmiła płaczliwym tonem.
- Nie no trzymajcie mnie, bo was zaraz wszystkich pozabijam normalnie.
Gdy już uspokoiłam Anne, wzięłam od Harry'ego Johna i zaczęłam nim kołysać, aż w końcu ucichł. Sekundę później w salonie pojawili się państwo Malik. Tak, oni też wzięli ślub. Niecały rok temu.
- Cześć szkrabie. - Perrie uśmiechnęła się szeroko, siadając koło Anne i przyglądając się jej dziełu. Przekazałam Johna Zaynowi, który patrzył na naszego synka z przerażeniem.
- On mnie nie opluje ani nie zwymiotuje na mnie, prawda? I nie będę mu musiał zmieniać pampersa jak się osra?
Harry podszedł do naszego przyjaciela i położył mu dłoń na ramieniu z szerokim uśmiechem wymalowanym na twarzy. - Wszystko to będziesz musiał robić, stary.
Podeszłam do Perrie i nachyliłam się nad nią, tak by tylko ona mogła to usłyszeć. - Przypilnuj, żeby nie upuścił go na podłogę, ok?
- Się robi szefowo, ale pamiętaj, że stawiasz mnie przed niezłym wyzwaniem. Teraz muszę się opiekować trójką dzieci. - Popatrzyła znacząco na Zayna, a ten odwdzięczył się jej oburzonym spojrzeniem. Chwyciłam Harry'ego pod rękę i opuściłam z nim salon, mrugając do Perrie. Biedna, nie wie jeszcze co ją czeka.
Wieczór minął nam bardzo uroczo. Najpierw poszliśmy do kina na bardzo ciekawy film, a później do restauracji na kolację. Około 22 przekroczyliśmy próg domu. Kiedy weszłam do salonu i zobaczyłam Zayna bez koszulki, moja usta ułożyły się w literkę ,,o''.
- Co ty robisz Zayn? - zapytałam.
- Ten smarkacz orzygał moją nowiutką białą koszulkę. Firmową - wysyczał. Prychnęłam pod nosem.
- Nigdy nie będę mieć dzieci - stwierdził oburzony.
- Taa, jasne. Ja też tak mówiłem, a sam widzisz, jak to się skończyło.
- Gdzie Perrie z dziećmi?
- Usypia je.
- Dobrze, że chociaż jedno z was jest odpowiedzialne. - stwierdziłam z ulgą, kładąc dłoń na sercu. Nagle usłyszałam dźwięk SMSa, więc wyjęłam telefon z torebki. Po odczytaniu wiadomości, zamarłam.
Widzę, że rodzinna sielanka trwa. Spokojnie, zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby już nie było wam tak wesoło. A.R.
Z przerażeniem pokazałam chłopakom wiadomość.
- Kim jest A.R? - zapytałam drżącym głosem.
- Aaron Rosen - warknął wkurzony Harry.
No i tak o to rozpoczynamy 3 część Deadly :) Mam nadzieję, że podoba Wam się rozdział.
Przez okres wakacji postaram się jeszcze dodawać rozdział co tydzień, ale w roku szkolnym
może być z tym słabiej, bo zaczynam liceum, a moja szkoła jest dość daleko, plus dochodzi nauka, więc pewnie będę mieć wolne tylko w weekendy xd Od razu mówię, że pomysł z smsami zaczerpnęłam z pewnego serialu pt: ,,Pretty little liars'' :D Kocham Was <333
Przez okres wakacji postaram się jeszcze dodawać rozdział co tydzień, ale w roku szkolnym
może być z tym słabiej, bo zaczynam liceum, a moja szkoła jest dość daleko, plus dochodzi nauka, więc pewnie będę mieć wolne tylko w weekendy xd Od razu mówię, że pomysł z smsami zaczerpnęłam z pewnego serialu pt: ,,Pretty little liars'' :D Kocham Was <333
piątek, 22 lipca 2016
sobota, 11 lipca 2015
EPILOG
Czas płynął i płynął. Bardzo dużo rzeczy uległo zmianie. Zacznijmy od naszego najdroższego Aarona. On i jego gang ponownie zaatakowali. Parę dni po tym jak Harry mi się oświadczył, zostałam sama w domu. Właśnie obierałam krewetki, bo oboje ze Styles'em mieliśmy ochotę na owoce morza, kiedy za swoimi plecami usłyszałam jakiś hałas. Początkowo myślałam, że to mój narzeczony, ale po wykonaniu obrotu zobaczyłam jedynie puste pomieszczenie.
- Harry? - zawołałam drżącym głosem. I właśnie wtedy to się stało. Poczułam rozrywający ból w okolicy krzyża. Moje gardło przeszył potworny krzyk, a potem upadłam na podłogę zwinięta w kulkę. Po moich policzkach spływały łzy wielkości grochu. A największy szloch targnął mną wtedy, gdy okazało się, że ten ból zadał mi ojciec mojego nienarodzonego dziecka.
- Dlaczego? - wyjąkałam resztką sił.
- Chciałem pozdrowić nasze dzieciątko. - Zaśmiał się obleśnie.
- Nienawidzę cię - szepnęłam resztkami sił.
- A ja cię kocham, skarbie - usłyszałam, zanim straciłam przytomność.
*
Gwałtownie podniosłam powieki, czego gorzko pożałowałam. Moja głowa pękała w szwach, ból brzucha nie pozwalał mi oddychać, a w dodatku dobre parę minut potrwało, zanim moje oczy przyzwyczaiły się do jasności światła dziennego. Dopiero teraz wszystko zaczynało do mnie docierać. Białe ściany, piszcząca aparatura i Harry oraz jego głowa oparta na naszych splecionych dłoniach. Miał miarowy oddech i co jakiś czas cichutko pochrapywał. Spał pewnie godzinę albo i mniej. Jestem pewna, że przez całą noc miał oczy i uszy szeroko otwarte. Skąd to wiem? Gdyby to on leżał teraz na łóżku szpitalnym, na pewno nie zmrużyłabym oka. Gdy zobaczyłam jeden loczek, który opadł mu na czoło, nie mogłam się powstrzymać i dotknęłam jego twarzy, chcąc go strzepnąć. Właśnie wtedy mój narzeczony zerwał się przestraszony. Myślę, że mimo wszystko był mnie zlękniony ode mnie, kiedy zobaczyłam jego twarz. Wciąż znajdowały się na niej ślady zaschniętych łez. Ponadto wory pod jego oczami były tak wielkie i ciemne, że twarz chłopaka chyba już nie potrafiła ich unieść.
- Claire - wyszeptał, a po jego policzkach znów zaczęły spływać łzy. - Kochanie, jak to się stało?
Tak bardzo chciałam mu teraz wszystko opowiedzieć i dodać, że go kocham, ale przez moje gardło przecisnęło się tylko jedno słowo.
- Aaron - wyszeptałam z bólem i obrzydzeniem w głosie.
- Zabiję go - przyrzekł, a jego oczy zrobiły się ciemne. Ich cudowna zieleń prawie przestała być widoczna.
*
Harry co prawda nie zabił Aarona, ale było blisko. Chłopak trafił za to tam gdzie jego miejsce, czyli do psychiatryka. Będzie tam siedział przez trzy lata, a później odbędzie się proces, po którym zostanie podany prawidłowy wyrok. Najgorsze było to, że w tym jego chorym umyśle podobno naprawdę zrodziła się dziwna odmiana miłości do mnie. To nie do pojęcia, ale podobno siedząc w tym szpitalu dla zdrowo świrniętych, cały czas krzyczy moje imię (szczególnie, kiedy śpi), a jednej z kobiet w tym miejscu wyznał, że chciał się pozbyć mojego dziecka, bo myślał, że dzięki temu chociaż trochę mniej go znienawidzę. Czyż to nie jest po prostu śmieszne? Przecież teraz nienawidzę go jeszcze bardziej, co chyba jest oczywiste, prawda? No, ale już dosyć o nim. Lepiej od razu przejdźmy do jego najdroższych przyjaciół.
Reszta gangu tego świra - mimo, że tak liczna - rozbiła się z powodu braku swojego szefa. Bez niego nie potrafili sobie z niczym poradzić. Byli jak marionetki na sznurkach, za które pociągał nie kto inny jak Aaron, więc kiedy ich przywódca zniknął, sznurki się zerwały i po prostu sobie odpuścili.
Ku zaskoczeniu wszystkich grupa naszych chłopców również rozwiązała działalność. Wspólnie stwierdzili, że to zbyt niebezpieczne dla nas - ich ukochanych. Oczywiście chłopcom czasem tego brakuje, bo jakby nie było to była ważniejsza część ich życia, ale nasze bezpieczeństwo okazało się dla nich najważniejsze. I jak tu nie kochać tej piątki świrów?
Na świat już za niedługo ma przyjść nasze dziecko. Naprawdę nasze - moje i Harry'ego. Ta wiadomość ogromnie mnie ucieszyła. Zresztą nie tylko mnie. Niall tańczył na stole w jadalni (chyba zgłupiał ze szczęścia), a Louis oznajmił, że teraz będzie mi przynosił kilogramy marchewek i wmuszał we mnie siłą, bo muszę się zdrowo odżywiać. Za to mój przyszły mąż (o tym za chwilę) stwierdził, że będzie uczył małego podrywać dziewczyny i grać w piłkę (czego sam nie umie, no ale to już inna kwestia). Próbowałam mu uświadomić, że jeszcze nie znamy płci dziecka, ale on stwierdził, że to musi być chłopiec, bo dziewczynka podobno ujmuje matce urody, a ja wciąż jego zdaniem jestem tak samo piękna. Co do reszty, to raczej do niczego się nie zdeklarowali, ale cieszyli się równie mocno, bo uśmiech nie schodził im z twarzy.
Niestety miałam również ogromne wyrzuty sumienia. Dlaczego? Oczywiście rozpaczałam po utracie poprzedniego dziecka, ale czułam również ulgę, bo bałam się, że może wyrosnąć na takiego człowieka jak jego ojciec. Jednakże po pewnym czasie nauczyłam się żyć z poczuciem winy.
Byliśmy po prostu wszyscy zbyt szczęśliwi. Do tej pory obawialiśmy się, że nasze życie już nigdy nie będzie szczęśliwe, spokojne i zwyczajne. Ale w końcu wróciliśmy do normalnego świata i bardzo nam to pasuje.
Za dokładnie trzy tygodnie bierzemy z Harry'm ślub, ponieważ doszliśmy do wniosku, że nasze dziecko musi się wychować w szczęśliwej i pełnej rodzinie.
Wprawdzie nasze koszmary i blizny na ciele już zawsze będą przypominały nam swoim istnieniem o najgorszym okresie naszego życia, ale przecież gdyby nie to cierpienie, nie potrafilibyśmy teraz w pełni docenić szczęścia. Niestety życie każdego człowieka jest ciężkie na swój sposób. Nigdy nie było, nie jest i nie będzie idealne. I właśnie to jest najpiękniejsze w egzystencji ludzkiego istnienia.
KONIEC
_____________________________________________________________________
- Claire - wyszeptał, a po jego policzkach znów zaczęły spływać łzy. - Kochanie, jak to się stało?
Tak bardzo chciałam mu teraz wszystko opowiedzieć i dodać, że go kocham, ale przez moje gardło przecisnęło się tylko jedno słowo.
- Aaron - wyszeptałam z bólem i obrzydzeniem w głosie.
- Zabiję go - przyrzekł, a jego oczy zrobiły się ciemne. Ich cudowna zieleń prawie przestała być widoczna.
*
Harry co prawda nie zabił Aarona, ale było blisko. Chłopak trafił za to tam gdzie jego miejsce, czyli do psychiatryka. Będzie tam siedział przez trzy lata, a później odbędzie się proces, po którym zostanie podany prawidłowy wyrok. Najgorsze było to, że w tym jego chorym umyśle podobno naprawdę zrodziła się dziwna odmiana miłości do mnie. To nie do pojęcia, ale podobno siedząc w tym szpitalu dla zdrowo świrniętych, cały czas krzyczy moje imię (szczególnie, kiedy śpi), a jednej z kobiet w tym miejscu wyznał, że chciał się pozbyć mojego dziecka, bo myślał, że dzięki temu chociaż trochę mniej go znienawidzę. Czyż to nie jest po prostu śmieszne? Przecież teraz nienawidzę go jeszcze bardziej, co chyba jest oczywiste, prawda? No, ale już dosyć o nim. Lepiej od razu przejdźmy do jego najdroższych przyjaciół.
Reszta gangu tego świra - mimo, że tak liczna - rozbiła się z powodu braku swojego szefa. Bez niego nie potrafili sobie z niczym poradzić. Byli jak marionetki na sznurkach, za które pociągał nie kto inny jak Aaron, więc kiedy ich przywódca zniknął, sznurki się zerwały i po prostu sobie odpuścili.
Ku zaskoczeniu wszystkich grupa naszych chłopców również rozwiązała działalność. Wspólnie stwierdzili, że to zbyt niebezpieczne dla nas - ich ukochanych. Oczywiście chłopcom czasem tego brakuje, bo jakby nie było to była ważniejsza część ich życia, ale nasze bezpieczeństwo okazało się dla nich najważniejsze. I jak tu nie kochać tej piątki świrów?
Na świat już za niedługo ma przyjść nasze dziecko. Naprawdę nasze - moje i Harry'ego. Ta wiadomość ogromnie mnie ucieszyła. Zresztą nie tylko mnie. Niall tańczył na stole w jadalni (chyba zgłupiał ze szczęścia), a Louis oznajmił, że teraz będzie mi przynosił kilogramy marchewek i wmuszał we mnie siłą, bo muszę się zdrowo odżywiać. Za to mój przyszły mąż (o tym za chwilę) stwierdził, że będzie uczył małego podrywać dziewczyny i grać w piłkę (czego sam nie umie, no ale to już inna kwestia). Próbowałam mu uświadomić, że jeszcze nie znamy płci dziecka, ale on stwierdził, że to musi być chłopiec, bo dziewczynka podobno ujmuje matce urody, a ja wciąż jego zdaniem jestem tak samo piękna. Co do reszty, to raczej do niczego się nie zdeklarowali, ale cieszyli się równie mocno, bo uśmiech nie schodził im z twarzy.
Niestety miałam również ogromne wyrzuty sumienia. Dlaczego? Oczywiście rozpaczałam po utracie poprzedniego dziecka, ale czułam również ulgę, bo bałam się, że może wyrosnąć na takiego człowieka jak jego ojciec. Jednakże po pewnym czasie nauczyłam się żyć z poczuciem winy.
Byliśmy po prostu wszyscy zbyt szczęśliwi. Do tej pory obawialiśmy się, że nasze życie już nigdy nie będzie szczęśliwe, spokojne i zwyczajne. Ale w końcu wróciliśmy do normalnego świata i bardzo nam to pasuje.
Za dokładnie trzy tygodnie bierzemy z Harry'm ślub, ponieważ doszliśmy do wniosku, że nasze dziecko musi się wychować w szczęśliwej i pełnej rodzinie.
Wprawdzie nasze koszmary i blizny na ciele już zawsze będą przypominały nam swoim istnieniem o najgorszym okresie naszego życia, ale przecież gdyby nie to cierpienie, nie potrafilibyśmy teraz w pełni docenić szczęścia. Niestety życie każdego człowieka jest ciężkie na swój sposób. Nigdy nie było, nie jest i nie będzie idealne. I właśnie to jest najpiękniejsze w egzystencji ludzkiego istnienia.
KONIEC
_____________________________________________________________________
Tak więc moi drodzy kończy się nasza wspólna historia :)
Przyznam szczerze, że od początku chciałam, aby ten epilog tak właśnie wyglądał i
mam nadzieję, że Wam również się spodobał :D
Wiem, że niejednokrotnie pewnie Was zawiodłam i jest mi z tym bardzo głupio, ale
czasu niestety cofnąć nie mogę :c
Powiem Wam szczerze, że pisanie tego bloga, ujawnienie Wam mojego dzieła, było
jedną z najwspanialszych chwil w moim życiu :D
Przepraszam, że nie odpowiadałam na Wasze komentarze, ale coś dziwnego dzieje
mi się z komputerem i nie mogę na nie odpisywać xd
Co do pytania o szablonownie to niestety raczej w tym temacie Wam nie pomogę,
ponieważ obecne szablony na wszystkie swoje blogi wykonałam sama
( z wyjątkiem Difficult Choice) :3
Jeżeli już jestem przy tym temacie to mam do Was pytanko: Czy u Was też
nie wyświetlają się moje szablony, czy to tylko na moim ukochanym kompie? -,-
Wszystkich, którzy nie mają mnie jeszcze dość zapraszam na moje pozostałe blogi :P
BARDZO PROSZĘ, ŻEBY KAŻDA OSOBA CZYTAJĄCA TEGO BLOGA
ZOSTAWIŁA PO SOBIE JAKIŚ ŚLAD (CHOĆBY NAJKRÓTSZY), ŻE TU ZE
MNĄ BYŁA PRZEZ CAŁY TEN CZAS
No i na koniec najważniejsze... Ogromnie Wam za wszystko dziękuję, kochani :*
Za to, że komentowaliście rozdziały, za to, że mnie wspieraliście i za to, że pojawiło
się tutaj aż tyle wyświetleń <3
Nawet w najśmielszych snach nie odważyłam się marzyć o ponad 37 000, a jednak...
JESZCZE RAZ BARDZO, ALE TO BARDZO DZIĘKUJĘ
Strasznie Was kocham :* <3
Przyznam szczerze, że od początku chciałam, aby ten epilog tak właśnie wyglądał i
mam nadzieję, że Wam również się spodobał :D
Wiem, że niejednokrotnie pewnie Was zawiodłam i jest mi z tym bardzo głupio, ale
czasu niestety cofnąć nie mogę :c
Powiem Wam szczerze, że pisanie tego bloga, ujawnienie Wam mojego dzieła, było
jedną z najwspanialszych chwil w moim życiu :D
Przepraszam, że nie odpowiadałam na Wasze komentarze, ale coś dziwnego dzieje
mi się z komputerem i nie mogę na nie odpisywać xd
Co do pytania o szablonownie to niestety raczej w tym temacie Wam nie pomogę,
ponieważ obecne szablony na wszystkie swoje blogi wykonałam sama
( z wyjątkiem Difficult Choice) :3
Jeżeli już jestem przy tym temacie to mam do Was pytanko: Czy u Was też
nie wyświetlają się moje szablony, czy to tylko na moim ukochanym kompie? -,-
Wszystkich, którzy nie mają mnie jeszcze dość zapraszam na moje pozostałe blogi :P
BARDZO PROSZĘ, ŻEBY KAŻDA OSOBA CZYTAJĄCA TEGO BLOGA
ZOSTAWIŁA PO SOBIE JAKIŚ ŚLAD (CHOĆBY NAJKRÓTSZY), ŻE TU ZE
MNĄ BYŁA PRZEZ CAŁY TEN CZAS
No i na koniec najważniejsze... Ogromnie Wam za wszystko dziękuję, kochani :*
Za to, że komentowaliście rozdziały, za to, że mnie wspieraliście i za to, że pojawiło
się tutaj aż tyle wyświetleń <3
Nawet w najśmielszych snach nie odważyłam się marzyć o ponad 37 000, a jednak...
JESZCZE RAZ BARDZO, ALE TO BARDZO DZIĘKUJĘ
Strasznie Was kocham :* <3
niedziela, 18 stycznia 2015
ROZDZIAŁ 13
Od rana Claire czuła ogromne podekscytowanie, bo Harry zdradził jej, że szykuje jakąś niespodziankę. Próbowała coś od niego wyciągnąć, ale Styles był nieugięty. Ich przyjaciele też nie pisnęli słówkiem. Pozostało jej tylko czekać, aż nadejdzie ten upragniony wieczór.
*oczami Harry'ego*
To miał być wspaniały dzień. Mimo, że nie był idealny, na pewno oboje z Claire zapamiętamy go na długo. Mój plan był dość prosty. Miałem zaciągnąć ją na plażę, a po krótkim spacerze o zachodzie słońca, paść na kolana i poprosić ją o rękę. Bez eleganckiego garnituru czy smokingu, wykwintnej kolacji i tych wszystkich oficjalnych rzeczy. Jedynym, ale bardzo znaczącym problemem okazała się pogoda. Od rana na niebie pojawiały się burzowe chmury, a woda falowała bardzo mocno.
*oczami Claire*
W końcu doczekałam się wieczora. Harry powiedział, że na zewnątrz jest naprawdę zimno i mam się ciepło ubrać. Tak też zrobiłam. Założyłam na siebie czarne rurki (niezbyt obcisłe, by nie ugniatać brzucha), fioletowy luźny sweterek z małą kieszonką na piersi i brązowe trampki. Zrobiłam bardzo delikatny makijaż. Dosłownie minutę później pojawił się Harry. On ubrał się w zwykłe jeansy i szarą koszulkę, a na nogach miał czarne adidasy.
- Nie będzie ci za zimno w tym krótkim rękawku? - Uniosłam brew w pytającym geście.
- Nie musisz się o to martwić, kochanie. Jestem gorącym facetem.
- Akurat to zdążyłam zauważyć już dawno. Jednakże nawet najgorętszy facet na świecie jakim jesteś, może ulec chorobie wywołanej nadmorskim wiatrem. - Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Załóż bluzę.
- Jak ładnie poprosisz to czemu nie. - Teraz to on posłał mi uśmiech, który praktycznie zwalał z nóg. Myślę, że każda dziewczyna chciałaby się znaleźć teraz na moim miejscu.
- Ładnie proszę. - Zrobiłam maślane oczka, a następnie złożyłam na jego ustach krótki, ale namiętny pocałunek.
- To ja może już pójdę po tę bluzę. - Kiedy zniknął w naszym pokoju zaśmiałam się cicho. Wrócił parę minut później i razem udaliśmy się na plażę.
*oczami Harry'ego*
W połowie drogi fale stały się tak duże, że woda zaczęła oblewać nasze buty, a nawet spodnie, więc musieliśmy znacznie bardziej oddalić się od brzegu. Jak na ironię jeszcze zaczęło padać.
- Myślę, że powinniśmy już wracać. - Claire usiłowała przekrzyczeć panującą wokół nas zawieruchę.
- Nie! To znaczy... Jeszcze chwilka, proszę.
- Ale zaraz będziemy przemoczeni do suchej nitki.
- Jeszcze tylko jedna sprawa i wracamy, obiecuję. - Starałem się ze wszystkich sił przekrzyczeć głośne świszczenie wiatru i złowrogi szum fal. Od paru dni miałem ułożoną w głowie tę całą przemowę. Jednak wcale jej nie wyrecytowałem, bo postanowiłem improwizować. Po prostu padłem przed nią na kolana i podniosłem głowę. Teraz patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Wyjąłem z kieszeni małe pudełeczko i zaciągnąłem się świeżym , wilgotnym powietrzem.
- Claire Emily Brown czy uczynisz ze mnie najszczęśliwszego mężczyznę na świecie i zostaniesz moją żoną? - Sam słyszałem wahanie w swoim głosie, ale starałem się być twardy. Zobaczyłem w jej oczach łzy. Miałem nadzieję, że są to łzy szczęścia.
- Harry, wiesz, że nigdy nikogo nie kochałam tak bardzo jak ciebie. - Zacisnąłem mocno szczękę w oczekiwaniu. - Musiałabym być skończoną idiotką, by się nie zgodzić.
- Czyli się zgadzasz? - Chciałem się upewnić.
- Tak. Oczywiście, że się zgadzam. - Poderwałem się do góry jak głupi i porwałem ją w swoje ramiona. Kręciłem się wokół własnej osi, trzymając ją w swoich objęciach. W pewnym momencie zaczęła mnie bić w klatkę piersiową i krzyczeć na mnie.
- Puść, wariacie!
- Dlaczego? Jestem szczęśliwy, więc będę to okazywał.
- Ależ okazuj, tylko postaw mnie na ziemi, bo robi mi się niedobrze.
- Och przepraszam, kochanie. Z tego wszystkiego zapomniałem, że będziemy mieli dziecko. Pozwolisz, że się przywitam? Ale najpierw... - Wyjąłem pierścionek i włożyłem na jej palec. - Żebym przypadkiem nie zapomniał.
*oczami Claire*
Dłonie Harry'ego początkowo znajdowały się na mojej talii, a teraz przeniósł jedną z nich na mój już lekko zaokrąglony brzuch. Jeździł po nim delikatnie, sprawiając mi przy tym przyjemność. Przymknęłam lekko powieki, rozkoszując się tym momentem. Jego czułość nie znała granic, a to z jaką troską przyglądał się mojemu brzuchowi przyprawiało mnie o palpitację serca.
- Zimno mi - wyznałam, czując jak wilgoć przenika moje ubranie coraz intensywniej.
- Oczywiście, już idziemy. Pozwolisz, że zrobię jeszcze jedną rzecz? - Popatrzył na mnie niepewnie.
- Tak, ale szybko. Błagam cię. - Jego usta docisnęły się do moich niewiarygodnie delikatnie, ale i namiętnie. Wyraźnie czułam zimno naszych słodkich ust wymieszane ze słonym smakiem deszczu. Było to niewiarygodnie piękne doświadczenie. Udaliśmy się do hotelu, a w mojej głowie zaświtało wspomnienie.
~ Oglądaliśmy właśnie piękne rozgwieżdżone niebo, kiedy przecięła je spadające gwiazda. Harry nie zapytał o moje życzenie, by nie naruszyć zbytnio mojej prywatności. Podobało mi się to, ale i tak poczułam potrzebę zdradzenia mu swojego życzenia. Najpierw dokładnie przyjrzałam się jego osobie. Przystojną twarz podświetlał księżyc, a ciemne loki latały na wszystkie strony. Jeśli chodzi o jego wygląd, zdecydowanie nie miał żadnych wad.
- Wiesz o czym sobie pomyślałam?
- Nie mam pojęcia - przyznał szczerze.
- Jeszcze nigdy nie całowałam się w deszczu. Chciałabym pierwszy taki pocałunek przeżyć z tobą. Właśnie tego sobie życzyłam. - Nie odpowiedział nic, tylko słodko się do mnie uśmiechnął. ~
- Spełniłem twoje marzenie? - zapytał, jakby czytał w moich myślach.
- Nawet dwa. Po pierwsze pocałunek w deszczu, a po drugie chłopak, którego tak mocno kocham zaproponował mi, bym została jego żoną.
- W takim razie cieszę się, że się cieszysz. A nie boisz się, że moje życie gangstera będzie dla nas za trudne? - Zawahał się lekko.
- Do tej pory dawaliśmy radę, więc dalej też damy. Poza tym przy tobie niczego się nie boję. - Te słowa powiedziałam już znacznie ciszej, a następnie wtuliłam się w jego ramiona. Już nie mogłam być szczęśliwsza. Miałam wszystko czego potrzebowałam.
_______________________________________________________________________
Kochani, nie jestem w stanie ubrać w słowa wdzięczności do Was :3
Deadly dobiło do 30 000 wyświetleń xoxox Nie marzyłam o tym nawet w najśmielszych snach *.*
Ponieważ nie chcę za długo przeciągać tego opowiadania, planuję jeszcze dodać parę rozdziałów i epilog.
I love you so much <333 :***
*oczami Harry'ego*
To miał być wspaniały dzień. Mimo, że nie był idealny, na pewno oboje z Claire zapamiętamy go na długo. Mój plan był dość prosty. Miałem zaciągnąć ją na plażę, a po krótkim spacerze o zachodzie słońca, paść na kolana i poprosić ją o rękę. Bez eleganckiego garnituru czy smokingu, wykwintnej kolacji i tych wszystkich oficjalnych rzeczy. Jedynym, ale bardzo znaczącym problemem okazała się pogoda. Od rana na niebie pojawiały się burzowe chmury, a woda falowała bardzo mocno.
*oczami Claire*
W końcu doczekałam się wieczora. Harry powiedział, że na zewnątrz jest naprawdę zimno i mam się ciepło ubrać. Tak też zrobiłam. Założyłam na siebie czarne rurki (niezbyt obcisłe, by nie ugniatać brzucha), fioletowy luźny sweterek z małą kieszonką na piersi i brązowe trampki. Zrobiłam bardzo delikatny makijaż. Dosłownie minutę później pojawił się Harry. On ubrał się w zwykłe jeansy i szarą koszulkę, a na nogach miał czarne adidasy.
- Nie będzie ci za zimno w tym krótkim rękawku? - Uniosłam brew w pytającym geście.
- Nie musisz się o to martwić, kochanie. Jestem gorącym facetem.
- Akurat to zdążyłam zauważyć już dawno. Jednakże nawet najgorętszy facet na świecie jakim jesteś, może ulec chorobie wywołanej nadmorskim wiatrem. - Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Załóż bluzę.
- Jak ładnie poprosisz to czemu nie. - Teraz to on posłał mi uśmiech, który praktycznie zwalał z nóg. Myślę, że każda dziewczyna chciałaby się znaleźć teraz na moim miejscu.
- Ładnie proszę. - Zrobiłam maślane oczka, a następnie złożyłam na jego ustach krótki, ale namiętny pocałunek.
- To ja może już pójdę po tę bluzę. - Kiedy zniknął w naszym pokoju zaśmiałam się cicho. Wrócił parę minut później i razem udaliśmy się na plażę.
*oczami Harry'ego*
W połowie drogi fale stały się tak duże, że woda zaczęła oblewać nasze buty, a nawet spodnie, więc musieliśmy znacznie bardziej oddalić się od brzegu. Jak na ironię jeszcze zaczęło padać.
- Myślę, że powinniśmy już wracać. - Claire usiłowała przekrzyczeć panującą wokół nas zawieruchę.
- Nie! To znaczy... Jeszcze chwilka, proszę.
- Ale zaraz będziemy przemoczeni do suchej nitki.
- Jeszcze tylko jedna sprawa i wracamy, obiecuję. - Starałem się ze wszystkich sił przekrzyczeć głośne świszczenie wiatru i złowrogi szum fal. Od paru dni miałem ułożoną w głowie tę całą przemowę. Jednak wcale jej nie wyrecytowałem, bo postanowiłem improwizować. Po prostu padłem przed nią na kolana i podniosłem głowę. Teraz patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Wyjąłem z kieszeni małe pudełeczko i zaciągnąłem się świeżym , wilgotnym powietrzem.
- Claire Emily Brown czy uczynisz ze mnie najszczęśliwszego mężczyznę na świecie i zostaniesz moją żoną? - Sam słyszałem wahanie w swoim głosie, ale starałem się być twardy. Zobaczyłem w jej oczach łzy. Miałem nadzieję, że są to łzy szczęścia.
- Harry, wiesz, że nigdy nikogo nie kochałam tak bardzo jak ciebie. - Zacisnąłem mocno szczękę w oczekiwaniu. - Musiałabym być skończoną idiotką, by się nie zgodzić.
- Czyli się zgadzasz? - Chciałem się upewnić.
- Tak. Oczywiście, że się zgadzam. - Poderwałem się do góry jak głupi i porwałem ją w swoje ramiona. Kręciłem się wokół własnej osi, trzymając ją w swoich objęciach. W pewnym momencie zaczęła mnie bić w klatkę piersiową i krzyczeć na mnie.
- Puść, wariacie!
- Dlaczego? Jestem szczęśliwy, więc będę to okazywał.
- Ależ okazuj, tylko postaw mnie na ziemi, bo robi mi się niedobrze.
- Och przepraszam, kochanie. Z tego wszystkiego zapomniałem, że będziemy mieli dziecko. Pozwolisz, że się przywitam? Ale najpierw... - Wyjąłem pierścionek i włożyłem na jej palec. - Żebym przypadkiem nie zapomniał.
*oczami Claire*
Dłonie Harry'ego początkowo znajdowały się na mojej talii, a teraz przeniósł jedną z nich na mój już lekko zaokrąglony brzuch. Jeździł po nim delikatnie, sprawiając mi przy tym przyjemność. Przymknęłam lekko powieki, rozkoszując się tym momentem. Jego czułość nie znała granic, a to z jaką troską przyglądał się mojemu brzuchowi przyprawiało mnie o palpitację serca.
- Zimno mi - wyznałam, czując jak wilgoć przenika moje ubranie coraz intensywniej.
- Oczywiście, już idziemy. Pozwolisz, że zrobię jeszcze jedną rzecz? - Popatrzył na mnie niepewnie.
- Tak, ale szybko. Błagam cię. - Jego usta docisnęły się do moich niewiarygodnie delikatnie, ale i namiętnie. Wyraźnie czułam zimno naszych słodkich ust wymieszane ze słonym smakiem deszczu. Było to niewiarygodnie piękne doświadczenie. Udaliśmy się do hotelu, a w mojej głowie zaświtało wspomnienie.
~ Oglądaliśmy właśnie piękne rozgwieżdżone niebo, kiedy przecięła je spadające gwiazda. Harry nie zapytał o moje życzenie, by nie naruszyć zbytnio mojej prywatności. Podobało mi się to, ale i tak poczułam potrzebę zdradzenia mu swojego życzenia. Najpierw dokładnie przyjrzałam się jego osobie. Przystojną twarz podświetlał księżyc, a ciemne loki latały na wszystkie strony. Jeśli chodzi o jego wygląd, zdecydowanie nie miał żadnych wad.
- Wiesz o czym sobie pomyślałam?
- Nie mam pojęcia - przyznał szczerze.
- Jeszcze nigdy nie całowałam się w deszczu. Chciałabym pierwszy taki pocałunek przeżyć z tobą. Właśnie tego sobie życzyłam. - Nie odpowiedział nic, tylko słodko się do mnie uśmiechnął. ~
- Spełniłem twoje marzenie? - zapytał, jakby czytał w moich myślach.
- Nawet dwa. Po pierwsze pocałunek w deszczu, a po drugie chłopak, którego tak mocno kocham zaproponował mi, bym została jego żoną.
- W takim razie cieszę się, że się cieszysz. A nie boisz się, że moje życie gangstera będzie dla nas za trudne? - Zawahał się lekko.
- Do tej pory dawaliśmy radę, więc dalej też damy. Poza tym przy tobie niczego się nie boję. - Te słowa powiedziałam już znacznie ciszej, a następnie wtuliłam się w jego ramiona. Już nie mogłam być szczęśliwsza. Miałam wszystko czego potrzebowałam.
_______________________________________________________________________
Kochani, nie jestem w stanie ubrać w słowa wdzięczności do Was :3
Deadly dobiło do 30 000 wyświetleń xoxox Nie marzyłam o tym nawet w najśmielszych snach *.*
Ponieważ nie chcę za długo przeciągać tego opowiadania, planuję jeszcze dodać parę rozdziałów i epilog.
I love you so much <333 :***
środa, 24 grudnia 2014
Święta :D
Moi drodzy, wiem, że jak zwykle bardzo Was rozczarowałam i jest mi z tego powodu bardzo przykro :( Ostatnio miałam bardzo dużo weny na moje drugie opowiadanie, a na to ani odrobiny :d Myślałam, że wynagrodzę Wam to nowym szablonem, wykonanym przez mnie własnoręcznie, ale wiem, że niczym Wam nie wynagrodzę mojego braku odpowiedzialności xd Zdecydowałam jednak, że na razie nie będę zawieszać bloga, może wena wróci mi za niedługo. Byłoby wspaniale ;D
No ale, nie jest to główny powód tego posta xDDD
Chcę Wam życzyć przede wszystkim wesołych, ciepłych i spokojnych świąt, spędzonych w gronie rodzinnym oraz smacznego karpia i dużej ilości prezentów pod choinką *.* Mam również nadzieję, że będziecie mieć szampańską zabawę w sylwestra i opijecie się do tego stopnia, że zapomniecie, jak stać na nogach XDDDD
Kocham Was <333
Ps: Nasz kochany pan Tomlinson obchodzi dzisiaj swoje 23 urodziny :D Wszystkiego najlepszego, Lou :***
No ale, nie jest to główny powód tego posta xDDD
Chcę Wam życzyć przede wszystkim wesołych, ciepłych i spokojnych świąt, spędzonych w gronie rodzinnym oraz smacznego karpia i dużej ilości prezentów pod choinką *.* Mam również nadzieję, że będziecie mieć szampańską zabawę w sylwestra i opijecie się do tego stopnia, że zapomniecie, jak stać na nogach XDDDD
Kocham Was <333
Ps: Nasz kochany pan Tomlinson obchodzi dzisiaj swoje 23 urodziny :D Wszystkiego najlepszego, Lou :***
wtorek, 11 listopada 2014
ROZDZIAŁ 12
Uwaga, w rozdziale mogą pojawić się sceny erotyczne, przeznaczone dla osób dorosłych. Czytasz na własną odpowiedzialność ;) (Choć i tak wiem, że to przeczytacie zboczuchy XD)
Delikatność z jaką Harry wziął mnie na ręce była naprawdę cudowna. Poczułam się jak księżniczka w ramionach swojego księcia. Ułożył mnie na materacu i znów cmoknął słodko w usta. Chwyciłam go za kark i przyciągnęłam do siebie tak mocno, że jego ciało opadło na mnie gwałtownie. Ciężar jego ciała zaatakował mnie, blokując mój oddech. Chłopak szybko uniósł się na łokcie, aby mnie nie rozgnieść. Nie ukrywam, że byłam mu za to wdzięczna. Przycisnął wargi do mojego rozgrzanego policzka, a jego włosy połaskotały moją twarz. Z moich ust uciekł cichy chichot, a on uśmiechnął się szeroko.
Delikatność z jaką Harry wziął mnie na ręce była naprawdę cudowna. Poczułam się jak księżniczka w ramionach swojego księcia. Ułożył mnie na materacu i znów cmoknął słodko w usta. Chwyciłam go za kark i przyciągnęłam do siebie tak mocno, że jego ciało opadło na mnie gwałtownie. Ciężar jego ciała zaatakował mnie, blokując mój oddech. Chłopak szybko uniósł się na łokcie, aby mnie nie rozgnieść. Nie ukrywam, że byłam mu za to wdzięczna. Przycisnął wargi do mojego rozgrzanego policzka, a jego włosy połaskotały moją twarz. Z moich ust uciekł cichy chichot, a on uśmiechnął się szeroko.
- To właśnie jeden z najpiękniejszych dźwięków, jakie kiedykolwiek miałem okazję usłyszeć. - Prawie pękłam ze szczęścia, słysząc jego słowa.
- Kocham twoją fryzurę. - Zatopiłam palce w jego loczkach i zaczęłam się nimi bawić.
- Skoro tak, to nigdy jej nie zmienię. - Uśmiech zamarł mu na ustach, gdy zniżył się, by złączyć je z moimi. Jego wargi były słodkie i ciepłe, przywodzące na myśl gorącą czekoladę wypitą w środku mroźnej zimy. Ich miękkość zabrała mnie do innej, dawno zapomnianej przeze mnie krainy, w której nie istniało nic poza naszą dwójką. Delikatnie zagarnął zębami moją dolną wargę i pociągnął za nią. Zamknęłam oczy, pozwalając mu na to, aby robił z moimi ustami, co mu się żywnie podoba. Nasze usta oderwały się od siebie z głośnym mlaśnięciem, a Harry dłońmi objął moją twarz.
- Nie masz pojęcia, jak bardzo jesteś piękna. Wyglądasz jak prawdziwa bogini.
- Przestań, Harry. - Zaśmiałam się nerwowo, starając się nie wyglądać, jak burak.
- Ja wcale nie żartuję. A przecież moja bogini musi zaznać wszystkiego co najlepsze. - Jego usta znów mnie zaatakowały, ale tym razem przycisnął je do mojego obojczyka. Odchyliłam głowę do tyłu i zaczęłam głośno oddychać. Jego pocałunki schodziły coraz niżej. Palce chłopaka wślizgnęły się pod moją bluzkę i zaczęły kreślić na moim brzuchu różne wzory. Chwilę później materiał znalazł się na podłodze. Odwróciłam głowę i spodziewałam się usłyszeć jakiś dźwięk, świadczący o tym, że się mnie brzydzi. W końcu nie dość, że coraz bardziej tyłam z powodu tej całej ciąży, to jeszcze na mojej skórze odznaczała się wielka, ohydna blizna. Głośno wciągnęłam powietrze, gdy powoli całował całą długość szramy.
- Jest ohydna, prawda? - W moim głosie bez problemu dało się słyszeć zniesmaczenie.
- Przestań się tym tak zadręczać, Kochanie. Wciąż jesteś tak samo piękna.
- Jasne. Zwłaszcza z o połowę większą wagą.
- Daj spokój, mi to nie przeszkadza. Przynajmniej jest się do czego przytulić. - Jego zadziorny uśmieszek sprawił, że momentalnie zrobiło mi się lepiej.
- Czy ja w ogóle zasłużyłam na tak wspaniałego chłopaka jak ty? - zastanawiałam się na głos.
- To chyba oczywiste. A teraz odpręż się i pozwól mi sprawić, że będziesz się czuła, jak w raju. - Przejechał językiem po moim obojczyku, a następnie przygryzł skórę na nim. Ból, który poczułam był dość mocny, ale w dziwny sposób sprawiał mi przyjemność. Chuchnął na mnie zimnym powietrzem, co całkiem zniwelowało ból.
- Jutro na tej plaży wszyscy będą wiedzieli, że jesteś moja. Do twarzy ci z tym. - Uniosłam się trochę wyżej na łokcie i delikatnie cmoknęłam go w usta. Oddaliłam się zaledwie o milimetr i swoje pytanie zadałam prosto w jego usta.
- Harry, co podoba ci się we mnie najbardziej? Tylko proszę, odpowiedz szczerze.
- Szczerze? Cała jesteś niewiarygodnie piękna, ale najpiękniejszy jest twój uśmiech. Szczególnie, kiedy to ja go wywołuję.
- Ależ z ciebie poeta. - Dźgnęłam go żartobliwie w ramię.
- Owszem. - Patrząc na jego białe zęby ukazane w szerokim uśmiechu, stwierdziłam, że jestem cholerną szczęściarą. Chwyciłam za dół jego koszulki i delikatnie uniosłam kąciki moich ust.
- Pozwolisz, że ją zdejmę? Potrzebuję zostać dzisiaj ogrzana przez twój gorący kaloryfer. - W jego oczach zatańczyły iskierki rozbawienia.
- Nie krępuj się, Kotku. Możesz mnie rozbierać, kiedy tylko będziesz miała na to ochotę. - Bez zastanowienia zdarłam z niego materiał i zatopiłam głodny wzrok w jego opalonych mięśniach.
- Wciąż nie mogę pojąć tego, że mam tak przystojnego chłopaka.
- Przestań, to moja dziewczyna jest najpiękniejsza na świecie. A teraz skończ już gadać i pocałuj mnie. - Złączyłam nasze usta prawie tak, jak za poprzednim razem, ale teraz prąd, który przepłynął przez moje ciało, okazał się dużo silniejszy. Wsunęłam język do jego jamy ustnej, co przyjął z ogromną satysfakcją. Sięgnął do zapięcia moich dżinsów i odpiął je, a następnie delikatnie zsunął z moich nóg.
- Dobry Boże - wyrwało mi się, gdy złożył pocałunek w górnej części mojego uda. Zaśmiałam się, gdy celowo połaskotał swoimi loczkami moją nogę. Poczułam usta chłopaka, biegnące z dolnej części mojego brzucha do biustu. Powstrzymałam jego rękę, gdy zauważyłam, że sięga do zapięcia mojego stanika.
- Skarbie, ja tak bardzo się boję. - Zaskoczyło mnie to, że mój głos nie miał w sobie nawet najmniejszej mocy.
- Nie musisz. Nie skrzywdziłbym cię za nic na tym świecie, rozumiesz? - Głośno przełknęłam ślinę, ale mimo to pokiwałam głową. - Jeżeli oczywiście nie chcesz tego robić, nie będę cię zmuszał. Zwłaszcza, że w twoim stanie, masz prawo tego nie chcieć.
- Jesteś w stanie mi obiecać, że nie będzie mnie bolało?
- Nie, ale jestem w stanie ci obiecać, że zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby ból był jak najmniejszy.
- Ok, zgadzam się. - Harry jednym zwinnym ruchem odpiął mój biustonosz, a wtedy w moje piersi, uderzył przerażający chłód. Poczułam, jak mój chłopak ogrzewa mnie swoimi ustami i oddechem. Nim zdążyłam się zorientować, co się dzieje, zdjął dolną część mojej bielizny. Bardzo zaskoczyło mnie to, że kiedy pozbył się swoich bokserek i wszedł we mnie, nie poczułam żadnego bólu. Ogarnęła mnie tylko niezastąpiona przyjemność. Z każdym kolejnym pchnięciem oboje głośno oddawaliśmy się rozkoszy.
*oczami osoby trzeciej*
Harry i Claire leżeli teraz w swoich objęciach, tworząc jedność. Byli zmęczeni i spoceni, ale za to bardzo szczęśliwi. Wszystko wydawało się być takie błogie i piękne. Każda z par czuła wszechogarniającą radość i energię. Wszyscy myśleli, że są na najlepszych wakacjach w całym swoim życiu. Nie zdawali sobie sprawy, że ten błogi spokój jest tylko i wyłącznie ciszą przed burzą, a niebezpieczeństwo w tym miejscu czai się na nich ze zdwojoną siłą i czyha na nich tuż za rogiem.
___________________________________________________________
Witajcie, Moi Kochani :D
Pierwszą ważną sprawą jest to, że na blogu nastąpi parę istotnych zmian, o których chcę Was poinformować.
1. Za niedługo najpewniej zmienię szablon, jeżeli tylko szabloniarka, u której go zamówiłam, zgodzi się na wykonanie go.
2. Przy rozdziałach nie będę dodawać zdjęć ani gifów (chyba, że jeden na końcu). Powodem jest to, ze razem z nimi ściąga mi się sporo wirusów, a nie chcę załatwić sobie kompa xd
3. Wszystkie linki przeniosę do specjalnie przeznaczonej na to zakładki i właśnie tam będą banery.
Po drugie uważam, że nie ma sensu pod każdym rozdziałem dodawać notki, bo nie będę Was w kółko przepraszać za to, że nie dotrzymuję terminów dodawania rozdziałów. Po prostu nie widzę w tym sensu :d
Więc notki pojawiać się będą tylko wtedy, gdy będę Wam miała do przekazania coś ważnego.
Nie będę też odpisywać na każdy komentarz, choć oczywiście zwrócę uwagę na jakieś pytania czy inne ważne rzeczy i pod takimi komami na pewno będę dawać odpowiedź.
To już chyba wszystko xD
Kocham Was <333
____________________________________________________________
- Nie masz pojęcia, jak bardzo jesteś piękna. Wyglądasz jak prawdziwa bogini.
- Przestań, Harry. - Zaśmiałam się nerwowo, starając się nie wyglądać, jak burak.
- Ja wcale nie żartuję. A przecież moja bogini musi zaznać wszystkiego co najlepsze. - Jego usta znów mnie zaatakowały, ale tym razem przycisnął je do mojego obojczyka. Odchyliłam głowę do tyłu i zaczęłam głośno oddychać. Jego pocałunki schodziły coraz niżej. Palce chłopaka wślizgnęły się pod moją bluzkę i zaczęły kreślić na moim brzuchu różne wzory. Chwilę później materiał znalazł się na podłodze. Odwróciłam głowę i spodziewałam się usłyszeć jakiś dźwięk, świadczący o tym, że się mnie brzydzi. W końcu nie dość, że coraz bardziej tyłam z powodu tej całej ciąży, to jeszcze na mojej skórze odznaczała się wielka, ohydna blizna. Głośno wciągnęłam powietrze, gdy powoli całował całą długość szramy.
- Jest ohydna, prawda? - W moim głosie bez problemu dało się słyszeć zniesmaczenie.
- Przestań się tym tak zadręczać, Kochanie. Wciąż jesteś tak samo piękna.
- Jasne. Zwłaszcza z o połowę większą wagą.
- Daj spokój, mi to nie przeszkadza. Przynajmniej jest się do czego przytulić. - Jego zadziorny uśmieszek sprawił, że momentalnie zrobiło mi się lepiej.
- Czy ja w ogóle zasłużyłam na tak wspaniałego chłopaka jak ty? - zastanawiałam się na głos.
- To chyba oczywiste. A teraz odpręż się i pozwól mi sprawić, że będziesz się czuła, jak w raju. - Przejechał językiem po moim obojczyku, a następnie przygryzł skórę na nim. Ból, który poczułam był dość mocny, ale w dziwny sposób sprawiał mi przyjemność. Chuchnął na mnie zimnym powietrzem, co całkiem zniwelowało ból.
- Jutro na tej plaży wszyscy będą wiedzieli, że jesteś moja. Do twarzy ci z tym. - Uniosłam się trochę wyżej na łokcie i delikatnie cmoknęłam go w usta. Oddaliłam się zaledwie o milimetr i swoje pytanie zadałam prosto w jego usta.
- Harry, co podoba ci się we mnie najbardziej? Tylko proszę, odpowiedz szczerze.
- Szczerze? Cała jesteś niewiarygodnie piękna, ale najpiękniejszy jest twój uśmiech. Szczególnie, kiedy to ja go wywołuję.
- Ależ z ciebie poeta. - Dźgnęłam go żartobliwie w ramię.
- Owszem. - Patrząc na jego białe zęby ukazane w szerokim uśmiechu, stwierdziłam, że jestem cholerną szczęściarą. Chwyciłam za dół jego koszulki i delikatnie uniosłam kąciki moich ust.
- Pozwolisz, że ją zdejmę? Potrzebuję zostać dzisiaj ogrzana przez twój gorący kaloryfer. - W jego oczach zatańczyły iskierki rozbawienia.
- Nie krępuj się, Kotku. Możesz mnie rozbierać, kiedy tylko będziesz miała na to ochotę. - Bez zastanowienia zdarłam z niego materiał i zatopiłam głodny wzrok w jego opalonych mięśniach.
- Wciąż nie mogę pojąć tego, że mam tak przystojnego chłopaka.
- Przestań, to moja dziewczyna jest najpiękniejsza na świecie. A teraz skończ już gadać i pocałuj mnie. - Złączyłam nasze usta prawie tak, jak za poprzednim razem, ale teraz prąd, który przepłynął przez moje ciało, okazał się dużo silniejszy. Wsunęłam język do jego jamy ustnej, co przyjął z ogromną satysfakcją. Sięgnął do zapięcia moich dżinsów i odpiął je, a następnie delikatnie zsunął z moich nóg.
- Dobry Boże - wyrwało mi się, gdy złożył pocałunek w górnej części mojego uda. Zaśmiałam się, gdy celowo połaskotał swoimi loczkami moją nogę. Poczułam usta chłopaka, biegnące z dolnej części mojego brzucha do biustu. Powstrzymałam jego rękę, gdy zauważyłam, że sięga do zapięcia mojego stanika.
- Skarbie, ja tak bardzo się boję. - Zaskoczyło mnie to, że mój głos nie miał w sobie nawet najmniejszej mocy.
- Nie musisz. Nie skrzywdziłbym cię za nic na tym świecie, rozumiesz? - Głośno przełknęłam ślinę, ale mimo to pokiwałam głową. - Jeżeli oczywiście nie chcesz tego robić, nie będę cię zmuszał. Zwłaszcza, że w twoim stanie, masz prawo tego nie chcieć.
- Jesteś w stanie mi obiecać, że nie będzie mnie bolało?
- Nie, ale jestem w stanie ci obiecać, że zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby ból był jak najmniejszy.
- Ok, zgadzam się. - Harry jednym zwinnym ruchem odpiął mój biustonosz, a wtedy w moje piersi, uderzył przerażający chłód. Poczułam, jak mój chłopak ogrzewa mnie swoimi ustami i oddechem. Nim zdążyłam się zorientować, co się dzieje, zdjął dolną część mojej bielizny. Bardzo zaskoczyło mnie to, że kiedy pozbył się swoich bokserek i wszedł we mnie, nie poczułam żadnego bólu. Ogarnęła mnie tylko niezastąpiona przyjemność. Z każdym kolejnym pchnięciem oboje głośno oddawaliśmy się rozkoszy.
*oczami osoby trzeciej*
Harry i Claire leżeli teraz w swoich objęciach, tworząc jedność. Byli zmęczeni i spoceni, ale za to bardzo szczęśliwi. Wszystko wydawało się być takie błogie i piękne. Każda z par czuła wszechogarniającą radość i energię. Wszyscy myśleli, że są na najlepszych wakacjach w całym swoim życiu. Nie zdawali sobie sprawy, że ten błogi spokój jest tylko i wyłącznie ciszą przed burzą, a niebezpieczeństwo w tym miejscu czai się na nich ze zdwojoną siłą i czyha na nich tuż za rogiem.
___________________________________________________________
Witajcie, Moi Kochani :D
Pierwszą ważną sprawą jest to, że na blogu nastąpi parę istotnych zmian, o których chcę Was poinformować.
1. Za niedługo najpewniej zmienię szablon, jeżeli tylko szabloniarka, u której go zamówiłam, zgodzi się na wykonanie go.
2. Przy rozdziałach nie będę dodawać zdjęć ani gifów (chyba, że jeden na końcu). Powodem jest to, ze razem z nimi ściąga mi się sporo wirusów, a nie chcę załatwić sobie kompa xd
3. Wszystkie linki przeniosę do specjalnie przeznaczonej na to zakładki i właśnie tam będą banery.
Po drugie uważam, że nie ma sensu pod każdym rozdziałem dodawać notki, bo nie będę Was w kółko przepraszać za to, że nie dotrzymuję terminów dodawania rozdziałów. Po prostu nie widzę w tym sensu :d
Więc notki pojawiać się będą tylko wtedy, gdy będę Wam miała do przekazania coś ważnego.
Nie będę też odpisywać na każdy komentarz, choć oczywiście zwrócę uwagę na jakieś pytania czy inne ważne rzeczy i pod takimi komami na pewno będę dawać odpowiedź.
To już chyba wszystko xD
Kocham Was <333
____________________________________________________________
piątek, 26 września 2014
ROZDZIAŁ 11
- Nie wiesz, gdzie mogłam dać mój paszport?
Od dwóch godzin goniliśmy po całym domu, zbierając rzeczy potrzebne do wyjazdu i pakując je do walizki. Już jakiś czas temu doszedłem do wniosku, że przyda nam się odpoczynek od problemów. Poczułem, że muszę solidnie zaopiekować się moją dziewczyną i naszym dzieckiem. Poza tym ten wyjazd mógłby naprawić tę napiętą sytuację, jaka między nami powstała. Chciałbym, aby wszystko wróciło do normy. Najważniejszym powodem było jednak to, że musiałem zrobić jedną bardzo ważną rzecz i Hawaje były na to najlepszym miejscem.
- Harry, czy ty w ogóle mnie słuchasz?!
- Przepraszam cię, kochanie. Po prostu się zamyśliłem. Może sprawdź czy omyłkowo nie położyłem go w salonie, bo jestem dzisiaj strasznie roztrzepany.
- No właśnie widzę. Ja zresztą też nie jestem do końca zorganizowana. Stresuję się.
- Niepotrzebnie. Jedziemy tam właśnie po to, abyś się odprężyła i zapomniała o stresie.
- Mam nadzieję, że rzeczywiście tak będzie.
- Będzie. - Po moim zapewnieniu delikatnie wtuliła się w moje ciało, dzięki czemu na moją twarz od razu wstąpił szeroki uśmiech. Wciągnęła w nozdrza mój zapach, co wyraźnie zauważyłem i zamknęła oczy, rozkoszując się moją bliskością. Niewiele brakowało, a rozgniotłaby mnie. Jednakże, wcale mi to nie przeszkadzało. - Bardzo cię kocham, wiesz? - Położyłem dłoń na jej idealnych włosach i przejechałem po nich w bardzo czułym geście.
- Ja ciebie też.
- Mam do ciebie prośbę. Mogłabyś mi popatrzeć w oczy, kiedy będziesz to mówić.
- Oczywiście. - Wyplątała się z moich ramion i skierowała swoje niebieskie oczy wprost na moją twarz. - Kocham cię, Harry. Bardzo - zapewniła mnie stanowczo. Pod wpływem silnego impulsu zacząłem zniżać się w jej stronę, chcąc złączyć ze sobą nasze usta. Nie zrobiłem tego jednak, bo coś wewnątrz mojej głowy podpowiedziało mi, że nie jest to do końca dobry pomysł. Zacząłem się powoli oddalać, ale dłoń Claire zacisnęła się na mojej koszulce, powstrzymując mnie.
- Nie, chcę tego. Chcę, żebyś mnie pocałował.
Stałem bez ruchu. W ogóle nie docierały do mnie jej słowa, dopóki nie podniosła się na końcach palców u stóp i zbliżyła swoją twarz do mojej. Objąłem dłońmi jej malutką twarz i tym razem bez wahania wpiłem się w jej usta. Momentalnie poczułem słodki smak jej malinowego błyszczyka, co zadziałało na mnie bardzo mocno. Zdjąłem swoją dłoń z jej policzka i przeniosłem na kształtny pośladek. Ścisnąłem go i poczułem jak całe jej ciało spina się, ale nie odtrąciła mojej dłoni. Już miałem podwinąć jej bluzkę, gdy nagle do naszych uszu dotarło znaczące chrząknięcie i parę chichotów.
- Przepraszam, że wam przeszkodziliśmy, ale tak się składa, że trochę nam się spieszy.
Lekko zirytowany puściłem swoją dziewczynę i skierowałem wzrok na rozbawionego Tomlinsona. Chwilę później wróciłem wzrokiem na Lairi, widząc, że jest chyba jeszcze czerwieńsza niż dojrzałe jabłuszko. Nie wiem, co schrupałbym chętniej: soczysty owoc czy swoją ponętną partnerkę... To dość trudny wybór, prawda?
- Przepraszamy was, już idziemy - odezwała się cicho Claire, a ja postąpiłem zgodnie z jej życzeniem.
*oczami Claire*
Było mi cholernie głupio z powodu sytuacji, która zaistniała chwilę wcześniej, ale starałam się tego nie okazywać. Niestety średnio mi to wychodziło, sądząc po minach moich przyjaciół i chłopaka. Nie rozumiem, jakim cudem on w ogóle nie czuł się zażenowany tym zdarzeniem. Dodatkowo bawiło go moje speszenie. Czasem chciałabym zadać sobie pytanie: Co ja w nim widzę? Nie robię tego jednak, bo go kocham. Właśnie na tym polega miłość, prawda?
W końcu opuściliśmy samolot i stanęliśmy na piasku, a nasze twarze owiała nadmorska bryza.
- Witajcie w raju! - zakrzyknął Harry, unosząc w górę swoje ręce, niczym mały chłopiec, który cieszy się z tego, że rodzice kupili mu nową zabawkę. Wiatr rozwiewał jego loczki we wszystkie strony, co jeszcze bardziej dodawało mu uroku. Nie mogłam się powstrzymać, więc roztrzepałam je swoją małą dłonią i cicho się zaśmiałam, co zaskutkowało delikatnym uśmiechem z jego strony.
- Chodźmy zobaczyć hotel. - Wszyscy, obładowani bagażami (z wyjątkiem mnie, bo przecież nie mogę dźwigać ciężkich rzeczy), ruszyliśmy do ekskluzywnego budynku, pośrodku plaży.
*oczami Perrie*
- Wow - wykrztusiłam, gdy moim oczom ukazało się niesamowicie bogate wnętrze. - Chyba sporo będzie nas kosztować to królestwo.
- Spokojna głowa - bąknął Harry. - Zaufaj mi, że to miejsce jest tańsze niż wygląda.
- To całe szczęście - mruknęłam z wielką ulgą. - Ale jak mamy pokoje?
- Dwójkami. Mamy też łazienki parami. Musimy mieć przecież minimum prywatności.
Uspokojona słowami Stylesa zaczęłam ciągnąć Zayna w stronę naszego pokoju.
*oczami Claire*
Nasz pokój okazał się zdecydowanie idealny. Nie był jakoś specjalnie duży, ale jak dla mnie wystarczająco przestronny. Znajdowało się w nim duże, wygodne łóżko, dwie półki nocne, lampa nad posłaniem oraz ogromna szafa z lustrem. Łazienka była podobna do tej w naszym domu, ale lustro i prysznic były nieco większe. W rogu stała średniej wielkości wanna, a ja już marzyłam, aby wziąć w niej kąpiel i ją wypróbować.
- No i jak? Podoba ci się? - Poczułam jak dłonie Harry'ego lądują na mojej talii i delikatnie się wzdrygnęłam, bo poczułam prąd przechodzący po całym moim ciele.
- Bardzo - przyznałam, odwracając się twarzą do niego. - Tu jest tak komfortowo i przyjaźnie.
- Zgodzę się z tym, że jest tu wyjątkowo przyjaźnie.
Jego usta delikatnie musnęły moje w niesamowicie czułym geście. Od dawna biłam się z myślami i było mi naprawdę ciężko z sytuacją, która zaistniała nie tak dawno temu. Przynajmniej z mojej perspektywy. Chciałam o tym zapomnieć i wiedziałam, że Harry może mi w tym pomóc.
- Harry, ja...
- Nie musisz tego mówić, kochanie - stwierdził, jakby czytał mi w myślach.
- A...ale ja chcę. - Wzięłam głęboki oddech i przełknęłam gulę formującą się w moim gardle. W końcu odezwałam się ledwo słyszalnym głosem. - Kochaj się ze mną.
___________________________________________________________
Nawet nic nie mówcie, serio -,-
Jestem tak kiepską blogerką, że samej siebie jest mi żal :d
Mam nadzieje, że jest chociaż garstka osób, która postanowiła, że zostanie ze mną :cc
Pomyślałam, że może najlepiej będzie, jeżeli na jakiś czas zawieszę bloga, napiszę parę rozdziałów naprzód i może wtedy będę robić mniejsze odstępy czasowe w dodawaniu nextów xd
Piszcie, co o tym sądzicie w komentarzach :*
Kocham Was <333
___________________________________________________________
sobota, 30 sierpnia 2014
ROZDZIAŁ 10
- Powiedziałbym, że miło cię widzieć, ale chyba wtedy nie byłbym sobą, prawda? - spytał z rozbawieniem, mierząc mnie spojrzeniem pełnym nienawiści.
- Dlaczego nie przejdziesz do rzeczy i nie powiesz mi, kto jest sprawcą tego świństwa - warknąłem przez zaciśnięte zęby. Czułem, że wszystko się we mnie gotuje. Zaraz miałem usłyszeć straszną prawdę. Byłem na to gotowy.
- Cóż... Już spieszę z wyjaśnieniami. Jak zapewne pamiętasz, kiedyś byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. To ja nauczyłem cię sztuki zabijania czy chociażby najzwyklejszego posługiwania się bronią. Gdyby nie ja pewnie nie wiedziałbyś nawet, czym jest pistolet. Przez lata stanowiliśmy zgrany zespół, ale ty, pewnego razu, bez żadnego konkretnego powodu, zostawiłeś mnie samego i odszedłeś, zakładając własną grupę. Staliśmy się największymi wrogami, a ja do dziś nie wiem, dlaczego. Nie oczekuję jednak odpowiedzi. W każdym razie... Pewnie zastanawia cię fakt, dlaczego zabiłem twoją byłą dziewczynę. Powód jest bardzo prosty. Chciałem, żeby ta suka zapłaciła za to, co mi zrobiła.
- Nigdy więcej nie waż się nazwać Grace suką, rozumiesz? - Popchnąłem go, ale szybko odzyskał równowagę. Wyraz jego twarzy zmienił się z rozbawionego na rozdrażniony.
- Według ciebie była święta, co? Wygląda na to, że cię zaskoczę. Ona nie była bez winy, tak samo, jak ty.
- O czym ty, do cholery, mówisz? - ponagliłem go.
- O tym, że to Grace była jedyną dziewczyną, na której kiedykolwiek mi zależało. Aż pewnego dnia odeszła. Zostawiła mnie dla ciebie. Myślisz, że łatwo było mi się z tym pogodzić? Zasłużyła na śmierć. Zdecydowanie - syknął z mordem w oczach.
Nie odezwałem się ani słowem. Musiałem to wszystko przetrawić. Nigdy nie przypuszczałbym, że Grace była ukochaną Aarona. W życiu nie przyszłoby mi to do głowy.
- Rozumiem, że byłeś zrozpaczony, ale jednego wciąż nie pojmuję. Co to ma wspólnego z ciążą Claire?
- Wciąż nie kumasz? - Pokręcił głową poirytowany. - To ja jestem ojcem tego dziecka.
- Nie możesz być tego pewien...
- Ale jestem. Twoja słodka, niewinna Claire całkiem nieświadomie przed każdym ,,stosunkiem'' z moimi kumplami zażywała środki, które zapobiegały zajściu w ciążę. Przed zrobieniem tego ze mną, nie brała ich. Wniosek: Specjalnie zapłodniłem twoją dziewczynę. To była zemsta idealna. Na twoim miejscu kazałbym jej usunąć, ale ty jesteś zbyt wrażliwy. - Zaśmiał się sucho. W tym dźwięku nie było ani krzty humory. - Ps. Wciągnąłeś w ten gang całkiem niewinnych ludzi i skazałeś ich na śmiertelne niebezpieczeństwo, które będzie trwać wiecznie. Nie jesteś lepszy ode mnie.
Nie zdążyłem otrząsnąć się z transu, w którym trwałem i ruszyć się z miejsca. Już go nie było. Po prostu zniknął. Popatrzyłem w niebo i jednej rzeczy już byłem pewny na sto procent. Bóg albo nie istnieje albo wyjątkowo nienawidzi mnie i moich przyjaciół.
*oczami Zayna*
Popatrzyłem w niebieskie tęczówki Perrie i posłałem jej delikatny uśmiech. Ujęła moją twarz w swoje dłonie i w przeciwieństwie do mnie, nie zmieniła wyrazu twarzy. Wyglądała bardzo posępnie.
- Ile dni nie spałeś? Tylko szczerze. - Wskazała na moje wory pod oczami. - Jeżeli miałeś koszmary, to przecież mogłeś mi o tym powiedzieć.
- Nie chciałem cię zadręczać swoimi problemami. Bezsenność to nie jest koniec świata.
- Nie, nie jest, ale jak patrzę na te wory pod twoimi oczami, to robi mi się słabo. Mówiłam ci już, że twoje problemy to też moje problemy. Poza tym jesteś strasznie spięty. Może zrobię ci masaż? - Zaczęła podnosić się z miejsca, ale zatrzymałem ją, nim zdążyła za mną choćby uklęknąć.
- Nie mam na to dzisiaj ochoty.
- Przecież proponuję ci tylko i wyłącznie masaż. Nic więcej.
- Jeżeli tak bardzo ci na tym zależy...
- Nie zależy. Nie mam zamiaru uszczęśliwiać cię na siłę. Ostatnio cię nie poznaję. Zachowujesz się, jak przerośnięty, nieznośny, egocentryczny... - Przewróciłem oczami, kompletnie znudzony jej monologiem. W końcu zaatakowałem ustami jej miękkie wargi, chcąc ją zamknąć w jedyny znany mi sposób. Odwzajemniła pocałunek z delikatnie rumianymi policzkami. Zawsze uważałem, że kiedy się czerwieni, jest jeszcze bardziej urocza niż zwykle. Zobaczyłem, jak przejeżdża językiem po dolnej wardze, rozkoszując się smakiem moich ust i posłałem jej zadziorny uśmiech.
- Za co to było? - spytała, bawiąc się palcami u rąk, przez co wyglądała, jak bezbronna dziewczynka. Nachyliłem się nad nią i wyszeptałem jej do ucha słowa odpowiedzi. - Przecież w jakiś sposób musiałem cię uciszyć, Kwiatuszku. - Domyśliłem się, że mój oddech połaskotał jej ucho, bo zachichotała cichutko. Udając oburzoną, trzepnęła mnie w ramię, a następnie oboje wybuchliśmy śmiechem.
*oczami Claire*
Nie wnikałam w to, gdzie udał się Harry, bo stwierdziłam, że pewnie z czystych nudów postanowił gdzieś się przejechać i uporządkować myśli w jego głowie. Niestety zaraz po tym, jak jego samochód odjechał z podjazdu, Zayn udał się do swojego pokoju, twierdząc, że Perrie pewnie umiera z tęsknoty za nim. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby rzeczywiście tak było. Włączyłam telewizor, który znajdował się w naszej (mojej i Harry'ego) sypialni, ale prawie nigdy z niego nie korzystaliśmy. Na szczęście nie nudziłam się zbyt długo, bo zanim zdążyłam chociażby zmienić kanał, do pokoju wparowała Eleanor i jej chłopak. Bez najmniejszej krępacji usadowili swoje zgrabne tyłki na moim łóżku. Tomlinson spojrzał na mnie spod przymrużonych powiek i uśmiechnął się głupkowato.
- Czego szczerzysz tę paszczę? - spytałam zwyczajnym tonem, a na jego twarz wstąpił grymas.
- To człowiek stara się byś miły i uśmiechnięty, a co dostaje w zamian? - prychnął oburzony, a ja zaśmiałam się na widok jego miny.
*oczami Louisa*
Od piętnastu minut dziewczyny rozprawiały na temat nowych kosmetyków El, a ja gapiłem się w sufit, umierając z nudów. Po pewnym czasie w końcu zmieniły temat, a ja zaciekawiony nadstawiłem uszu. Kontynuowały, nie zwracając na mnie uwagi.
- Obawiam się, że Harry może nie chcieć tego dziecka, bo... - zawahała się. - Nie jest jego.
- Że co?! - wrzasnęliśmy równocześnie, kierując na nią zdziwione spojrzenie.
- Więc mówisz. że jesteś w ciąży i to w dodatku nie z Harrym - upewniła się El, głośno przełykając ślinę. Westchnąłem głośno i starałem się uspokoić je obie. Przybrałem delikatny ton.
- Nawet jeśli to dziecko nie jest jego, nie jestem sobie w stanie wyobrazić, żeby kazał ci je usunąć. Taki widok, to jak ja, ciężko pracujący.
Rozmawialiśmy jeszcze z dobre dwie godziny. Potem wrócił Harry. Stał w progu z szerokim uśmiechem na twarzy, a my w ogóle nie wiedzieliśmy, o co może mu chodzić.
- Lecimy na Hawaje, przyjaciele - oznajmił zadowolony, oświecając nas.
______________________________________________________________________
Przepraszam, wiem, że znowu nawaliłam i jestem do dupy :cc
Na dodatek widzę, że to opowiadanie coraz mniej Wam się podoba xd Po czym tak stwierdzam?
Pod ostatnim postem były tylko trzy komentarze, a im mniej jest komentarzy, tym mniej mam weny do tworzenia, niestety :cc Mam nadzieję, że ten rozdział nie był kompletnie kitowy xoxox
Podzielcie się swoją opinią ze mną w komentarzach :D Niestety, wakacje się już kończą. Mam załamke :d
Kocham Was <333
Ps: Czy Wy też tak bardzo kochacie Zerrie? *.*
______________________________________________________________________
- Za co to było? - spytała, bawiąc się palcami u rąk, przez co wyglądała, jak bezbronna dziewczynka. Nachyliłem się nad nią i wyszeptałem jej do ucha słowa odpowiedzi. - Przecież w jakiś sposób musiałem cię uciszyć, Kwiatuszku. - Domyśliłem się, że mój oddech połaskotał jej ucho, bo zachichotała cichutko. Udając oburzoną, trzepnęła mnie w ramię, a następnie oboje wybuchliśmy śmiechem.
*oczami Claire*
Nie wnikałam w to, gdzie udał się Harry, bo stwierdziłam, że pewnie z czystych nudów postanowił gdzieś się przejechać i uporządkować myśli w jego głowie. Niestety zaraz po tym, jak jego samochód odjechał z podjazdu, Zayn udał się do swojego pokoju, twierdząc, że Perrie pewnie umiera z tęsknoty za nim. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby rzeczywiście tak było. Włączyłam telewizor, który znajdował się w naszej (mojej i Harry'ego) sypialni, ale prawie nigdy z niego nie korzystaliśmy. Na szczęście nie nudziłam się zbyt długo, bo zanim zdążyłam chociażby zmienić kanał, do pokoju wparowała Eleanor i jej chłopak. Bez najmniejszej krępacji usadowili swoje zgrabne tyłki na moim łóżku. Tomlinson spojrzał na mnie spod przymrużonych powiek i uśmiechnął się głupkowato.
- Czego szczerzysz tę paszczę? - spytałam zwyczajnym tonem, a na jego twarz wstąpił grymas.
- To człowiek stara się byś miły i uśmiechnięty, a co dostaje w zamian? - prychnął oburzony, a ja zaśmiałam się na widok jego miny.
*oczami Louisa*
Od piętnastu minut dziewczyny rozprawiały na temat nowych kosmetyków El, a ja gapiłem się w sufit, umierając z nudów. Po pewnym czasie w końcu zmieniły temat, a ja zaciekawiony nadstawiłem uszu. Kontynuowały, nie zwracając na mnie uwagi.
- Obawiam się, że Harry może nie chcieć tego dziecka, bo... - zawahała się. - Nie jest jego.
- Że co?! - wrzasnęliśmy równocześnie, kierując na nią zdziwione spojrzenie.
- Więc mówisz. że jesteś w ciąży i to w dodatku nie z Harrym - upewniła się El, głośno przełykając ślinę. Westchnąłem głośno i starałem się uspokoić je obie. Przybrałem delikatny ton.
- Nawet jeśli to dziecko nie jest jego, nie jestem sobie w stanie wyobrazić, żeby kazał ci je usunąć. Taki widok, to jak ja, ciężko pracujący.
Rozmawialiśmy jeszcze z dobre dwie godziny. Potem wrócił Harry. Stał w progu z szerokim uśmiechem na twarzy, a my w ogóle nie wiedzieliśmy, o co może mu chodzić.
- Lecimy na Hawaje, przyjaciele - oznajmił zadowolony, oświecając nas.
______________________________________________________________________
Przepraszam, wiem, że znowu nawaliłam i jestem do dupy :cc
Na dodatek widzę, że to opowiadanie coraz mniej Wam się podoba xd Po czym tak stwierdzam?
Pod ostatnim postem były tylko trzy komentarze, a im mniej jest komentarzy, tym mniej mam weny do tworzenia, niestety :cc Mam nadzieję, że ten rozdział nie był kompletnie kitowy xoxox
Podzielcie się swoją opinią ze mną w komentarzach :D Niestety, wakacje się już kończą. Mam załamke :d
Kocham Was <333
Ps: Czy Wy też tak bardzo kochacie Zerrie? *.*
______________________________________________________________________
niedziela, 17 sierpnia 2014
ROZDZIAŁ 9
Proszę, zagłosuj na Dance With Me, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś!!! Ankieta jest po lewej stronie na http://call-me-clown.blogspot.com. Z góry dzięki za głosy :*
- Byliśmy w połowie drogi, gdy zadzwonił telefon Harry'ego. To był... - po chwili uświadomiła sobie, że nie wie, kto do mnie zatelefonował.
- Byliśmy w połowie drogi, gdy zadzwonił telefon Harry'ego. To był... - po chwili uświadomiła sobie, że nie wie, kto do mnie zatelefonował.
- Aaron - podpowiedziałem jej. - Oznajmił, że ma dla nas niespodziankę.
- No właśnie. Potem Zayn kazał mi wyskoczyć z samochodu. Z początku nie chciałam tego zrobić, ale dzięki Harry'emu od razu zmieniłam zdanie.
- Tak właściwie skąd wiedziałeś, że samochód wybuchnie, Zayn? - spytała zaciekawiona Dominica.
- Na radiu wyświetliły się liczby, a ja jestem gangsterem i nie potrzebowałem dużo czasu, aby się dowiedzieć, o co chodzi - odparł.
- Naprawdę powinniśmy gdzieś wyjechać na jakiś czas - wtrąciła Perrie. W tym momencie oczy wszystkich zebranych skierowały się na nią. - No co? Nie gapcie się tak na mnie. A tak w ogóle to... Dalej nie wiemy co ci dolega, Claire. To poważne?
- Nie - odpowiedziała i wymieniła ze mną znaczące spojrzenie. - To zwyczajne zatrucie.
- Od zatruć się nie mdleje - uświadomiła jej Danielle.
- To... Nieważne. Zapewniam cię, że to nic ważnego.
- I tak to z ciebie wyciągnę, prędzej czy później. - Zaśmiałem się z komentarza El, a Lairi przeprosiła nas i z niewiadomego dla wszystkich powodu udała się na górę.
*oczami Danielle*
Odpowiedź Claire upewniła mnie, że tak naprawdę nie jest porządku. Postanowiłam, że porozmawiam z nią później szczerze, kiedy będziemy we dwie. Gdy Liam był w szpitalu to ona wspierała mnie najmocniej ze wszystkich dziewczyn, a teraz ja chcę się jej odwdzięczyć i pomóc. Nawet się nie zorientowałam, kiedy do pokoju weszły Perrie z Dominicą i zajęły miejsce obok mnie na łóżku.
- O czym tak intensywnie rozmyślasz? - spytała Perrie.
- O tym, że Claire zachowuje się bardzo dziwnie. To nie może być zwykłe zatrucie - stwierdziłam.
- Według mnie ona może być w ciąży - odezwała się Dominica, a ja i Edwards spojrzałyśmy na nią, jak na kosmitę.
- Przecież o tym na pewno by nam powiedzieli. Nie trzymaliby tego w tajemnicy - powiedziała Perrie.
- Chyba, że...
- Chyba, że co?
- Może to dziecko nie jest Harry'ego.
- No co ty, żartujesz? - prychnęła zbulwersowana Perrie.
- Uwierz mi, że Claire nie należy do tego typu dziewczyn... - zaczęłam, ale szybko mi przerwała.
- Chyba nie do końca rozumiecie, co mam na myśli. Chodzi o to, że raczej Harry i Claire nie byli jeszcze gotowi na taki krok, więc zapewne się zabezpieczali. Jestem tak samo pewna tego, jak i tego, że ludzie, którzy ją porwali nie mieli zamiaru przejmować się czymś takim. - Dopiero teraz dotarło do mnie, co dziewczyna miała na myśli. Ona uważała, że Claire jest w ciąży, a ojcem jej dziecka jest któryś członek z wrogiego gangu.
- Miejmy nadzieję, że nie masz racji, Dominico - powiedziałam na głos swoje myśli, a one zgodnie pokiwały głowami.
(nie zwracajcie uwagi na tło)
*oczami Claire*
Siedziałam właśnie w naszej sypialni na łóżku i szlochałam w poduszkę. Płakałam tak już z dobre kilkanaście minut, obwiniając się za wszystkie problemy, które spadły na głowę mnie i Harry'emu. Niespodziewanie poczułam na ramieniu dużą dłoń, które je ścisnęła, próbując dodać mi otuchy. Bezskutecznie.
- Idź stąd Harry, nie mam teraz ochoty na towarzystwo. Poza tym i tak wiem, że jesteś na mnie zły. Nie musisz niczego udawać - mruknęłam, a mój głos został przytłumiony przez puchową poduchę. Jednakże mój rozmówca bez problemu zrozumiał każde wypowiedziane przeze mnie słowo.
- Tak się składa, że ty też nie musisz niczego udawać. Aha, no i jeszcze jedno. To Zayn, a nie Harry - powiedział i delikatnie przejechał dłonią po moich włosach. Poczułam przyjemne ciepło.
- Ty już pewnie wiesz, prawda? - spytałam i trochę się uspokoiłam, siadając po turecku obok Malika.
- Tak, ale nie martw się, nikomu nie powiem.
- Obiecujesz? - Pociągnęłam nosem, który pewnie był teraz bardzo czerwony od płaczu.
- Tak, obiecuję. - Otarł kciukiem łzę, która samotnie spływała po moim policzku.
- Mogę cię przytulić? - spytałam, patrząc na niego niepewnie.
- No pewnie. Po co w ogóle o to pytasz?
- Bo czułam, że tak wypada - odparłam. Owinęłam jego ciało rękami, a on od razu odwzajemnił uścisk. Jego perfumy otoczyły wszystkie moje zmysły. Poczułam dym papierosowy oraz zapach wody kolońskiej. Jeszcze mocniej przyciągnęłam go do swojego ciała. Potrzebowałam bliskości drugiej osoby. Bliskości Zayn'a.
- Dusisz mnie - wychrypiał, a potem się zaśmiał. W końcu go puściłam i odsunęłam się od niego.
- Przepraszam. - Opuściłam wzrok i poczułam, jak moje policzki stają się czerwone.
- Nic się nie stało. - Posłał mi uroczy uśmiech. - Gdybyś jeszcze kiedyś chciała mnie tak podusić, to osobiście nie mam nic przeciwko. - Śmiesznie poruszył brwiami, a ja dźgnęłam go mocno w ramię.
- Bardzo śmieszne, naprawdę - bąknęłam, udając oburzoną, a następnie oboje wybuchliśmy śmiechem i walnęliśmy się w poprzek łóżka. Obok siebie.
*oczami Harry'ego*
Usłyszałem głośne śmiechy z naszej sypialni, więc postanowiłem udać się w tamtym kierunku. Stojąc przed progiem pomieszczenia, zobaczyłem Claire i Zayn'a rozwalonych obok siebie na naszym łóżku. Odchrząknąłem znacząco, a wtedy ich oczy skierowały się na moją osobę. Na ich twarze wstąpiło przerażenie. Zayn momentalnie wstał z miękkiego materaca i podszedł bliżej mnie.
- Stary, to na serio nie to, na co wygląda - tłumaczył się. Zrobiłem najbardziej zawiedzioną minę, na jaką było mnie stać w tym momencie.
- Jak mogliście mi to zrobić? - wychrypiałem. - Uważałem cię za przyjaciela, Malik. A ty? - skierowałem wzrok na swoją dziewczynę. - Myślałem, że znaczę dla ciebie znacznie więcej. Myliłem się co do was...
- Styles, ja ci wszystko wyjaśnię, tylko musisz mnie wysłuchać.
- Nie przerywaj mi - warknąłem. - Nie chcę was znać. - Odwróciłem się na pięcie i zacząłem kierować się do wyjścia, ale w końcu nie wytrzymałem i wybuchnąłem głośnym śmiechem. Z powrotem obróciłem się w ich stronę, ogromnie rozbawiony.
- Gdybyście widzieli swoje miny. To było bezcenne. - Chwilę po wypowiedzeniu tego zdania puchowa poduszka wylądowała na mojej twarzy. Zacząłem się śmiać jeszcze głośniej niż wcześniej.
- To nie było śmieszne, głupku. - Wskazała na mnie oskarżycielsko palcem, ale nie wyglądało to zbyt groźnie, bo sama zaczęła się śmiać. Nasze rechoty przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości. Tylko ja miałem taki sygnał, wiec od razu wyciągnąłem komórkę.
Od: Numer Zastrzeżony
Zdaje się, że wiem, kto jest ojcem dziecka twojej dziewczyny. Jesteś ciekawy? Jeśli tak, to bądź za dwadzieścia minut w pobliskim parku. Sam.
- Kto to? - spytała zaciekawiona Claire, siedząca na krańcu materaca.
- Co? - zapytałem wyrwany z letargu.
- Od kogo dostałeś tego SMS-a? - ponowiła.
- To... Naprawdę nieistotne. Muszę gdzieś wyjść, ale obiecuję, że wrócę za niedługo. Pa kochanie. - Na pożegnanie złożyłem soczysty pocałunek na jej pięknych ustach. Zaczęła go odwzajemniać, a ja w porę się opamiętałem i odsunąłem od niej. To był pierwszy raz, kiedy Claire bez wahania mnie pocałowała. Nie wstydziła się mnie, a ja czułem, że wszystko powoli powraca do normy.
- A ja to nie dostanę całusa? - Zayn zrobił dzióbek swoimi ustami.
- Nie masz na co liczyć, Malik. - Udałem, że puszczam pawia, a następnie zacząłem kierować się do wyjścia. Zanim całkowicie opuściłem dom, usłyszałem jeszcze głośne śmiechy tej dwójki.
Dokładnie dwadzieścia minut później znajdowałem się w parku, szukając tego debila, który do mnie napisał. Przyglądałem się dokładnie każdej przechodzącej obok mnie osobie i przewracałem oczami, widząc, jak młode dziewczyny śliniły się na mój widok. Miałem ochotę wziąć czarny marker i napisać na swojej idealnie gładkiej, białej koszulce ,,MAM DZIEWCZYNĘ'', aby wszystkie odczepiły się ode mnie, ale niestety aktualnie nie posiadałem tego przyrządu. Po dobrych dziesięciu minutach poszukiwań, usłyszałem za sobą głos.
- Witaj, Styles. Stęskniłeś się za mną?
- Aaron - syknąłem i stanąłem z nim twarzą w twarz.
______________________________________________________________________
No i jak, podoba się rozdział? Komentujcie, proszę!!! :D
Pamiętajcie, że głównie od liczby Waszych komentarzy zależy to, czy następny rozdział pojawi się szybko :)
Kocham Was <3
Ps: Przepraszam, że z perspektywy Danielle nie dodałam gifu, tylko zdjęcie, ale nie mogłam znaleźć smutnych gifów z nią. Jeżeli znajdziecie jakieś fajne to prześlijcie mi linki, ok? ;)
______________________________________________________________________
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















%2B(1).gif)



